czwartek, 12 marca 2009

W kryzysie potrzebujemy ambasadorów wolnego rynku i demokracji

Uczestniczyłem wczoraj w ciekawej dyskusji organizowanej przez nowy magazyn Think Tank oraz PKPP Lewiatan dotyczący odbudowy zaufania i komunikacji w kryzysie ekonomicznym. Problem jest dwuradzajowy: 1) kulturowy i 2) związany z praktycznym funkcjonowaniem firm (ich strategii i taktyk). Kilka słów o podłożu kulturowym problemu zaufania.

Spokojnie postawić można dzisiaj tezę, że kryzys zaufania cechuje dzisiejsze życie społeczne we wszystkich możliwych konfiguracjach: opinia publiczna-władza, potencjalni klienci-firmy, czytelnicy, słuchacze, widzowe-media, etc. Wynika to ze wszystkich badań, jakie przejrzałem na potrzeby dyskusji. Z punktu widzenia kulturowego mamy dzisiaj do czynienia ze zjawiskami znanymi już w historii i związanymi z brakiem brakiem zaufania do wolnego rynku, a w konsekwencji również do demokracji. Wynikają z niego:
- wola interwencjonizmu państwowego i silniejsze związki władzy z gospodarką (czytaj – kontroli);
- pogłębianie się przepaści między „elitami” a innymi grupami społecznymi;
- potencjalny wzrost znaczenia społecznych grup nacisku i ruchów kontestacyjnych (wobec władzy, ale także wobec firm).

Niektóre przekazy mediów przyczyniają się do pogłębiania tej sytuacji poprzez nakręcanie spirali komunikacji emocjonalnej. Na kryzys finansowy nakłada się poważne przewartościowanie na rynku mediów (uderzonych przez kryzys jako jedni z pierwszych) i wypychanie mediów drukowanych. To sprzyja formułowaniu sądów emocjonalnych. I ze względu na doświadczenia własne dziennikarzy („wokół mnie zwalniają, to znaczy, że jest bardzo źle”) jak i sytuacji konkurowania z innymi tytułami.

W każdym razie poczucie zagrożenia pada na podatny grunt w Polsce. Według badań TNS OBOP z lutego 2009 roku 61 proc. badanych opowiada się za wzmocnieniem kontroli państwa nad gospodarką (wraz z wyższym wykształceniem poparcie dla tego postulatu jest niższe). 69 proc.uważa, że sprawy w kraju idą w złym kierunku. Należy sobie uświadomić, że za pół roku wyniki te będą prawdopodobnie dużo gorsze.

Podważanie sensu istnienia wolnej przedsiębiorczości i demokracji oraz przesunięcie w kierunku myślenia protekcjonistycznego, w którym państwo rozwiąże wszelkie problemy społeczne jest dzisiaj tendencją światową. Nie przez przypadek na półkach księgarskich całej Europy na poczytnych miejscach znajduje się „Manifest komunistyczny” Karola Marksa oraz wszelkie inne lektury omawiające filiozofie marksistowską, i dla opornych i dla intelektualistów. Nie przez przypadek Naomi Klein (kanadyjska autorka, m.in. „No Logo”, "Doktryna szoku. Jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne”) stała się intelektualnym celebrity wygłaszającym odczyty na całym świecie.

Przed organizacjami gospodarczymi i samym PR-em stoją dzisiaj niebagatelne wyzwania:

Para-filozoficzne - obrona wolnego rynku (wolnej przedsiębiorczości) i demokracji jako warunków sprzyjających rozwojowi człowieka i wolnych społeczeństw przed intelektualistami i ruchami podważającymi fundamenty ich istnienia (to spór o wartości i koncepcję człowieka). Jeżeli firmy, ich menedżerowie, organizacje i część środowisk akdemickich nie staną się ambasadorami tej sprawy, to może się okazać, że na długi czas wolny rynek przegra.

Edukacyjne – jak nigdy przez ostatnie lata powinno się inwestować w działalność edukacyjną w zakresie państwa, gospodarki i wartości leżących u podłoża demokracji i wolnego rynku. Oznacza to programy szkoleniowe i wydawnicze. Czas na nowe wydania książek Adama Smitha, Ludwiga von Mises’a, Friedricha Augusta von Hayek’a, Miltona Friedmana, klasyków myśli liberalnej, konserwatywnej, republikańskiej, Alexis de Tocqueville’a i wielu innych. Wejdźmi do księgarń, przeanalizujmy Internet, a zobaczymy, że myślenie przeciwne staje się głównym nurtem.

Poszukiwanie partnerów i tworzenie koalicji sprawy – to zadanie nieustannie aktualne. Poszukiwać trzeba uczelni i organizacji pozarządowych. W kwestiach podłoża intelektualnego takim partnerem mógłby być (w moim przekonaniu powinien być) Kościół Katolicki. W swoim nauczaniu społecznym, opierającym się na zasadach dobra wspólnego, solidarności i subsydiarności (pomocniczości – jeżeli jednostka lub społeczność może rozwiązać problem na swoim poziomie, to nie powinny być wyręczane przez państwo), Kościół wielokrotnie przestrzegał przed kolektywną wizją człowieka i socjalizmem jako ustrojem nieszanującym jednostki. Krytyce poddał też koncepcję państwa opiekuńczego i jednoznacznie zdefiniował wizję demokracji jako ustroju o największym potencjale rozwiązywania społecznych problemów (encyklika Centesimus annus, 1991). To szalenie ważne, żeby nie tworzyć na nowo prostego negatywnego przeciwstawienia liberalizm-socjalizm. Myślenie opierające się na wartościach wspólnotowych nie oznacza podważania demokracji i przedsiębiorczości. Wręcz przeciwnie, jest podstawą do ich wzmacniania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz