czwartek, 26 lutego 2009
Dystans studentów do polityki ?
poniedziałek, 23 lutego 2009
Zlikwidujmy autoryzację
piątek, 20 lutego 2009
Spór mediowców z PR-em o prasę
czwartek, 19 lutego 2009
Rozmowa z Bartoszem Niemczynowiczem

Poniżej rozmowa z Bartoszem o różnych sposobach korzystania z Internetu przez pokolenie 30-latków i ich młodszych kolegów, czytaniu newsów i budowaniu w oparciu o nich wizji świata, edukacji medialnej w harcerstwie i powodach, dla których rodzice przyprowadzają swoich synów do harcerstwa.
O ile nasze roczniki i nasze pokolenie nazywano w powszechnym rozumieniu „pokoleniem telewizji”, to młodszych od nas określa się mianem „pokolenia Internetu”. Oznacza to, że świat poza Internetem dla nich nie istnieje. O ile my wykorzystujemy go do pracy zawodowej, naukowej, hobby, to oni w nim niemalże żyją. Prawie jak w Second Life. Czy twoje doświadczenia pracy z młodzieżą potwierdzają to stereotypowe myślenie o młodych w necie?
Jako były instruktor mogę powiedzieć w uproszczeniu, że mamy do czynienia z kryzysem wychowania. Rodzice w dużej mierze zrezygnowali ze swoich ról, a szkoła abdykowała wiele lat temu. Organizacje wychowawcze przeżywają problemy frekwencji. Wychowują media... Czy nie uważasz, że po okresie bezkrytycznego zachwytu, nowe media mogą stać się sposobem na ponowny wzrost zainteresowania tematyką wychowania wśród rodziców?
Dzięki.
phm. Bartosz Niemczynowicz (rocznik 1981) - prawnik, pracuje w jednej z warszawskich kancelarii, wychowawca, zastępca komendanta Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy ZHR, kieruje Szkołą Instruktorską.
środa, 18 lutego 2009
Rzecznik mediów w korporacji
poniedziałek, 16 lutego 2009
Rozliczanie dziennikarzy

Obawiam się, że z obrazu tworzonego przez Mitchell’a można wyciągnąć wniosek, że prezydent Obama wygrał wybory wbrew najważniejszym mediom i publicystom. Taką wizję uważam za całkowicie błędną. Podoba mi się jednak, że ktoś się temu przygląda i opisuje przykłady przekroczenia granic dyskusji dziennikarskiej (jeżeli one istnieją) oraz formułowania sądów, odczytywanych z perspektywy czasu jako nieprawdziwe, a często „ nieuczciwie stronnicze”. Tym razem robią to zwolennicy Demokratów. Z kolei na Pajamasmedia.com i innych prawicowych portalach znajdziemy konserwatywne głosy krytyki płynące pod adresem mediów lewicowych (liberalnych). Jeżeli przyjmujemy, że media stanowią (w przenośni) „czwartą władzę”, to ona również podlegać powinna „kontroli”. Piątą z nich mogą być media i eksperci opisujący prace dziennikarzy, rozliczający ich z rzetelności i uczciwości zawodowej. To właśnie robi Mitchell. Tym samym zajmują się zakorzenione w amerykańskiej praktyce instytucje typu watchdogs. Ale o tym już innym razem.
piątek, 13 lutego 2009
Przelobować krytykę

W tradycyjnym modelu (z którym mamy ciągle do czynienia, ale mam on charakter spadkowy) zjawiska dotyczące sprawowania władzy były obserwowane i opisywane przez dziennikarzy politycznych, komenatatorów, specjalistów oraz tzw. „autorytety”. Objaśniali oni obywatelom jak rozumieć rzeczywistość polityczną i gospodarczą. Ich wyrazem są najsilniejsze dzienniki, tygodniki, a przede wszystkim główne wydania programów informacyjnych najważniejszych stacji TV. Ich siła jest jednak dużo mniejsza niż w przeszłości. Kanały informacyjne, transmitujące na żywo coraz więcej wydarzeń, i rosnąca siła serwisów internetowych spowodowały, że jeżeli tylko potrzebujemy, to mamy możliwość (znacznego) omijania głosu tzw.autorytetów i komentatorów. To nic innego jak przechodzenie lobem nad krytyką komentatorów i bezpośrednie komunikowanie się z odbiorcami. W praktyce dużo bardziej skupiamy się na mediach elektronicznych i reżyserii wydarzeń niż na pogłębionych analizach gazetowych.
czwartek, 12 lutego 2009
Republika elektroniczna
Pisałem w sobotę o dyskusji na temat demokracji medialnej, w dużej mierze na podstawie „Republiki elektronicznej” Lawrence’a Grossmana. Dzisiaj kilka słów na ten temat.
Charakterystyka republiki elektronicznej:
- Obserwujemy dochodzenie do nowej formy demokracji bezpośredniej, w której opinia publiczna staje się IV władzą. Dzieje się tak wskutek rozwoju nowych technologii telekomunikacyjnych i nowoczesnego oprogramowania: Internet, telefon, realizowane non stop badania opinii, blogi, serwisy informacyjne, kanały informacyjne TV, media interaktywne, etc.
- Mamy do czynienia z pierwszym pokoleniem liderów politycznych, zwracających się w jednym czasie do całej populacji. Po raz pierwszy możemy również zobaczyć, usłyszeć i niemalże natychmiast osądzić liderów politycznych. Ci, z kolei, w tym samym czasie dowiadują się o naszych ocenach.
- Już niebawem obywatele będą mogli uczestniczyć w kształtowaniu praw i strategii politycznych, a być może także codziennych decyzji dotyczących ich społeczności lokalnych, regionu, kraju.
- Wskutek powrotu do demokracji bezpośredniej istnieje prawdopodobieństwo zakwestionowania zasady trójpodziału władzy. Grossmann: „[…] Powinniśmy zmierzyć się z obietnicami i groźbami republiki elektronicznej. Może ona sprawić, że rządy staną się głęboko wrażliwe na oczekiwania ludzi. Lecz jednocześnie może tę wrażliwość doprowadzić do niebezpiecznej skrajności, otwierając pole manipulacji, demagogii i tyranii większości […]”
- Republika elektroniczna niesie ze sobą wiele zmian w postawach polityków i zwykłych obywateli. Powszechne staje się pomniejszanie kompetencji urzędnikom i politykom. Dochodzić może również do tego, że politycy w celu wygrania wyborów będą zaprzeczać swojej polityczności: „By liczyć na wybór, nawet politycy sprawujący urząd, muszą być przeciw władzy i opowiadać się za ograniczeniem jej kompetencji”.
- Ogromny wpływ na te postawy ma telewizja. Grossmann buduje tezę, że im częściej telewidzowie oglądają swoich polityków w akcji, tym mniej chętnie akceptują, co im pokazano: przed wyborami prezydenckimi w 1992 roku w USA 72 proc. wyborców uważało, że ich przywódcy stracili kontakt z wyborcami, 66 proc. skarżyła się na poczucie bezsilności, 61 proc. była przekonana o faktycznym braku zainteresowania ich sprawami ze strony polityków.
- Autor przytacza również list przesłany do redakcji gazety, w którym czytelnik porównuje współczesne czasy do zmierzchu Cesarstwa Rzymskiego: „Najtrafniejszą analogią byłyby rzymskie akwedukty. Wyrafinowana technologia służyła dostarczaniu wody do domów prywatnych, łaźni, publicznych i pałaców cesarskich. Akwedukty były niewątpliwie wielkim osiągnięciem. Rury akweduktów były jednakże zrobione z ołowiu i ludność powoli, niepostrzeżenie uległa zatruciu, Niektórzy historycy uważają zatrucie wody ołowiem za główną przyczynę upadku Cesarstwa Rzymskiego”. Współczesnymi akweduktami są kanały telewizyjne.
Pomimo tego, że książka Grosmana ukazała się w 1995 roku, to jest ona bardzo aktualna. Sprzyja poważnej refleksji nad siłą mediów i ich wpływie na nasze życie. Rozwój nowych mediów doprowadza do budowania e-państwa, ze wszystkimi e-formami aktywności obywatelskich. Politycy radykalnie zmienili w ostatnich latach swoje relacje z mediami, do tego stopnia, że agenda polityczna podporządkowana jest (niemalże) w pełni pracy mediów. Nawet zachowania związane z „tanim państwem” i zmniejszaniem kompetencji administracji jak ulał pasują do opisu poczynionego przez amerykańskiego miedioznawcę. A z czym mamy do czynienia, kiedy czytamy co chwilę, że nawet niektórzy posłowie zaprzeczają swojemu politycznemu zaangażowaniu? Twierdzą tak, ponieważ ich szanse wyborcze i/lub wizerunek na tym zyskują. Wszystko, co „polityczne” ma znaczenie pejoratywne. Co chwilę, pod wpływem tabloidów, dyskutuje się o rezygnacji z poselskich „trzynastek”, a także ministerialnych i urzędniczych premii.
Jak wiele zjawisk, również fenomen republiki elektronicznej niesie ze sobą szanse i zagrożenia:
Szanse
Upodmiotowienie opinii publicznej
Postępująca edukacja medialna zwiększająca świadomość społeczną
Profesjonalizacja sfery publicznej
Zwiększenie aktywności obywatelskiej
Tworzenie nowych społeczności i grup nacisku dzięki wykorzystaniu nowych technologii
Manipulowanie opinią publiczną przez właścicieli mediów, nieuczciwych specjalistów od komunikacji i pracowni badań opinii
Dalsza tabloidyzacja mediów i języka przestrzeni publicznej
Indywidualizacja powodująca ucieczkę od aktywności obywatelskiej
wtorek, 10 lutego 2009
Blogi w mainstreamie
poniedziałek, 9 lutego 2009
Zmierzch druku i rozkwit słowa pisanego
Warto dodać, czego nie ma w tekście tygodnika, że amerykańskie stacje telewizyjne zarządzają dzisiaj najlepszymi portalami informacyjnymi. Okazuje się, że gazety nie radzą sobie z projektami internetowymi tak dobrze jak robią to telewizje. Poza tym powstaje nowy rodzaj uprawianego w Internecie dziennikarstwa i być może przełamuje podział dziennikarzy na: profesjonalnych i niezawodowych (np. dziennikarstwo obywatelskie). Czekam niecierpliwie aż ktoś opisze fenomen The Huffington Post, który po wyborach prezydenckich triumfuje niczym Barack Obama.
sobota, 7 lutego 2009
Gazeta Wyborcza bez Heleny Łuczywo !
Demokracja medialna - spotkanie z instruktorami ZHR
Poniżej kilka zdjęć ze spotkania (dzięki uprzejmości instruktorów):
piątek, 6 lutego 2009
Społeczeństwo informacyjne w MSZ...
Społeczeństwo w stanie oblężenia (Z. Bauman)

„Telewizja podbiła ziemię i jej mieszkańców. Ale jaki jest wynik tej najskuteczniejszej w dziejach inwazji?” - pyta Bauman. Oto niektóre z odpowiedzi:
„Świat z telewizją różni się od świata, w którym jej nie było, i wszystko naturalnie skłania do wniosku, zgodnie z zasadami indukcji, że to właśnie pojawienie się telewizji przesądziło o tej różnicy. Skoro istnieją powody, by nie lubić świata widzianego w telewizji, to są też uzasadnione powody, by winą za tę różnicę obarczyć posłańca. Karanie posłańca za niedobre wiadomości to uświęcony przez tradycję zwyczaj, a większość informacji przekazuje się obecnie przez anteny i kable telewizyjne, toteż istnieją wszelkie podstawy po temu, by przewidzieć, że winą za niedomagania świata, zamieszkiwanego wszak wspólnie przez producentów telewizyjnych i widzów oglądających ich programy, bez problemów zostanie obarczona telewizja”.
„Nie oznacza to, że telewizja jest wyłącznie nośnikiem informacji i że treść informacji nie uległaby zmianie , gdyby usunięto posłańca. […] Telewizja i świat idealnie do siebie pasują niezależnie od tego, co telewizja z tym zamieszkiwanym przez nas światem wyprawia. Jeśli ona prowadzi świat, to dlatego, że on za nią podąża: jeśli udaje się rozsiewać nowe wzorce życia, to dlatego, że takowe wzorce on powiela swoim sposobem bycia. Nasz Lebenswelt i świat widziany w telewizji robią do siebie oko i nawzajem się wabią.”
„Mamy prawo lamentować nad kształtem obu tych światów, lecz nasze skargi musimy adresować do jednego i drugiego, gdyż są splecione w nierozerwalnym uścisku. Pragnienie zmiany sposobu funkcjonowania telewizji jest ni mniej, ni więcej wezwaniem do zmiany świata”.
„Telewizja, publiczna czy prywatna, działa w tym a nie innym świecie, podbitym i rządzonym przez konkurencję rynkową. „Wskaźniki” […] to, rzecz można, „garnizon pozostawiony przez zdobywców w podbitym mieście”. Wskaźniki są zapisem „siły przyciągania”: program mający ambicję na uzyskanie przyzwoitego wyniku, musi przez cały czas swego trwania przyciągać swoich widzów, ci zaś muszą wierzyć, że przyciągnie, skoro ten właśnie program wybrali spośród tylu innych. Dla telewizji komercyjnej to kwestia życia lub śmierci: w razie czego nie miałby kto nawet oszacować wyników manipulacji dokonywanych za pomocą wszechwładnego werdyktu wskaźników. Jednakże telewizja publiczna wcale nie ma lepszej pozycji: funkcjonuje w tym samym świecie, świecie, w którym wszechwładnie panuje styl rynkowej konkurencji, a rządy aktualnie sprawujące władzę bez wyjątku wymuszają respekt i posłuszeństwo - ministrowie znaleźliby się w tragicznym położeniu, gdyby przyszło im wydawać „pieniądze podatników” na programy, które podatnikom by się nie spodobały lub takie, których by wręcz sobie nie życzyli.”
„Oferta informacyjna znacznie przewyższa ludzką zdolność do przyswajania i zapamiętywania: według niektórych szacunków jedno wydanie codziennej gazety zawiera taką ilość bitów informacji, na jaką człowiek w epoce renesansu był narażony w ciągu całego swojego życia. Nic dziwnego, że - jak trafnie zauważył George Steiner - wytwory kultury są współcześnie obliczone na to, „by uderzyć z maksymalną siłą i natychmiast zniknąć”: jeśli mają zostać dostrzeżone, muszą być wyraziste i szokujące (bardziej wyraziste i szokujące niż te sąsiednie), lecz mogą liczyć jedynie na najkrótszy czas, gdyż muszą zrobić miejsce dla nowych, podobnie szokujących produktów. Wynikający z stąd sposób bycia w świecie Steinem opisuje jako kulturę kasyna: każda gra jest krótka, jedna po drugiej następuje bardzo szybko, stawki zmieniają się z zawrotną prędkością i często dewaluują przed zakończeniem gry.”
„Kasynowa kultura natychmiastowości i epizodyczności zwiastuje koniec „znanej nam polityki”. Nasza epoka jest czasem fast foodu, ale też szybkiego myślenia i szybkiego gadania.”
„Nie po raz pierwszy uderza nas to, że przemówienie Blaira bardziej przypomina kompozycyjnie muzykę niż retorykę. Podobnie jak w utworze muzycznym, celem nie jest poinformowanie, lecz wzbudzenie pozytywnych uczuć. W nie większym stopniu dotyczy faktów i polityki niż Symfonia pastoralna wspólnej polityki rolnej… Jeszcze nikt nigdy po wysłuchaniu przemówienia Blaira nie powiedział „no, czegoś się dowiedziałem”. Wszyscy natomiast chwalą brawurowe wykonani i pławią się w aurze nastroju”. /Felietonista „Guardiana” po jednej z konferencji prasowych premiera Blaira, zamieszczona w książce/
„Żaden polityk, chcąc utrzymać kontakt z surferami, nie może zaryzykować zejścia pod powierzchnię. […] Politycy czują się bezpiecznie, gdy publiczną wypowiedź utrzymują na poziomie, jak to ostatnio nazwał Nick Lee, „niemożliwej do przeanalizowania jasności”: „pewność pozostaje pewnością dopóty, dopóki znajduje się na nieodkrytym gruncie, dopóki dostarcza się jej szybko na tyle, by uniknąć analizy”. Im krótsze przemówienia polityków, tym większa szansa, że nie wzbudzą niebezpiecznych przemyśleń”.
czwartek, 5 lutego 2009
Były PR-owiec Białego Domu

- Clinton posiadał niespotykany wcześniej u innych prezydentów talent do publicznych przemówień. Wpsomniana jest historia zepsutego promtera z orędziem o stanie państwa. Clinton przez pierwszą część przemówienia, trwającą około 10 minut) mówił z głowy, po czym płynnie przeszedł na treść zawartą w promterze. Kolorytu dodaje informacja, że wspomniane wyżej przemówienie było kończone jeszcze w samochodzie jadącym na Capitol.
- Relacje z mediami, które prześwietlają polityków i ich „sprawy” są naturą demokracji. Dlatego tacy ludzie jak autor pamiętnika mają ciągle ręce pełne roboty. Własnych kandydatów prześwietlają też służby prezydenta i sama partia zgłaszająca. Prześwietla się nie po to, by kogoś zdeskredytować, ale w celu przygotowania się do odparcia ataku.
- Z dziennikarzami George miał kontakt przez 24 godziny na dobę. Z większością dziennikarzy z korpusu akredytowanego przy Białym Domu łączyły go relacje, które nazwać można przyjacielskimi. Nie oznaczało to jednak w żadnym stopniu, że kiedy prezydenta i jego spotykają prawdziwe problemy, to ci idą mu na rękę. Znajomość zasad budowania relacji między administracją a mediami cechuje dwie strony.
- Konstrukcja charakterologiczna Clintona powodowała, że w najbardziej beznadziejnych sytuacjach, kiedy nikt nie wierzył w zwycięstwo jedynym wierzącym i dopiero rozpoczynającym wytężoną pracę był sam prezydent.
- O nieustannym konkurowania ze sobą „spin doctorów” i specjalistów od kampanii wyborczych oraz o potrzebie ciągłej walki o swoją pozycję w Białym Domu.
- Trudnych dylematach towarzyszących podjęciu właściwej decyzji „medialno-politycznej” lub rekomendacji dla prezydenta, związanych z ogromną odpowiedzialnością i mogących kosztować go straty w sondażach i poparciu politycznym (wielokrotnie kosztowały, Stephanopoulos pisze również o wielu swoich błędach i słabościach).
- O tym, że prawdziwym strategiem (często wbrew sztabowi), wprowadzającym prezydenta na miny, wksutek swojej upartości i emocjom, była Hillary Clinton, prawdziwy kłopot prezydenckiego zaplecza.
To tylko promil tego, co można w niej znaleźć. Polecam każdemu praktykowi, bo opis mechanizmów funkcjonowania zaplecza w "wielkiej", amerykańskiej polityce nie różni się wiele (poza oczywistą skalą) od mechanizmów występujących w Polsce. Natura ludzka jest ta sama :)) Dla mnie osobiście w PR-ze, w tzw.biznesie, czy w polityce, najbardziej fascynująca jest obserwacja ludzkich zachowań, szczególnie w sytuacjach wyjątkowego napięcia i kryzysów. Z tego punktu widzenia książka Stephanopoulosa ma sobie wiele mądrości i zmusza do potrzebnej w tym zawodzie refleksji.
środa, 4 lutego 2009
Grzechy PR-u
PR-owcy coś o tym wiedzą. Szczególnie, że ukształtowało się przekonanie o tym, że zawód dziennikarza jest zawodem szlachetnym, a PR-owiec, to „sługa” biznesu lub innych mocodawców, pozbawiony jakichkolwiek elementów szlachetności. To ocena głęboko niesprawiedliwa i będę się z nią na blogu wielokrotnie rozprawiał.
Czy jednak podobnej oceny, jaką Jarosław Kurski sformułował w stosunku do swoich koleżanek i kolegów po fachu, nie powinniśmy również sformułować wobec środowiska PR-owego? Ponieważ pracujemy w bardzo delikatnym i wpływowym obszarze styku biznesu czy polityki z mediami, uważamy się za kreatorów świata. Brakuje nam często właściwej refleksji nad rzeczywistością. Tej etycznej i tej intelektualnej. Ponieważ udaje nam się skutecznie przeprowadzać kampanie, jesteśmy przekonani o swojej genialności. Świat leży u naszych stóp, a my odkryliśmy słodką tajemnicę skutecznych strategii w tym świecie. Jednocześnie zdarza nam się ignorować inne profesje i mieć wiedzę daleką od doskonałości. Czasami musimy uderzyć się w piersi.
A jednak kandydat sam się wycofuje
wtorek, 3 lutego 2009
American scrutiny
Pomimo tego prawdopodobnie Demokraci podtrzymają poparcie dla niego. Według George’a Stephanopoulosa z telewizji ABC News, jednego z najbardziej wpływowych amerykańskich komentatorów, utrzymanie poparcia związane jest przede wszystkim z faktem upublicznienia problemu przez samego bohatera afery, a także z jego bardzo dobrymi relacjami z Senatem i związkami z wieloma politykami, którzy woleliby, aby niektóre sprawy nie wychodziły na światło dzienne. Czy rzeczywiście tę skórę uratuje, to jeszcze zobaczymy. Nawet jeżeli tak się stanie, to Stephanopoulos jest przekonany, że prezydent zapłaci za to polityczną cenę.
Wnioski są dwa:
- W procesie zgłaszania kandydata trzeba brać pod uwagę przeszukanie przez media jego spraw zawodowych, prywatnych i politycznych na wszystkie możliwe sposoby. Prawdopodobnie robi to również sama partia zgłaszająca, żeby przygotować się na ewentualny atak. Przy czym jest to całkowicie naturalna kolej rzeczy w amerykańskiej demokracji, o czym wiele pisał wspomniany już George Stephanopoulos (będę jeszcze o nim pisał)
- Ujawnie samemu wszelkich niewygodnych aspektów ze swojej działalności przynosi punkty i może uratować skórę politykowi. Klasyczna, profesjonalna, decyzja w sytuacji kryzysowej.
poniedziałek, 2 lutego 2009
Esej o duszy polskiej (Ryszard Legutko)

Książka przygnębiająca. Ryszard Legutko staje się „psychoanalitykiem” naszej duszy narodowej. Przedstawiając diagnozę choroby, nie ma watpliwości: dusza polska została zabita przez komunizm i nigdy nie powróciła do swojej normalności. Tekst krakowskiego filozofa jest ważny, bo pokazuje inny, niż powszechnie obowiązujący, punkt widzenia. Otóż z komunizmu nie wyszliśmy tak zwycięsko jak nam się wydaje. Nie mamy korzeni i właściwych wzorców, bo te zostały wymordowane wraz z naszą inteligencją w Katyniu i na Syberii. Polacy zostali urzeczeni komunizmem. Nawet część buntów przeciwko systemowi wynikała z chęci walki o „socjalizm z ludzką twarzą”. Wyrzucenie ze świadomości Polaków chlubnej historii państwowości II Rzeczypospolitej, wbudowanie niechęci do patriotyzmu i zniszczenie elit poprzez zastąpienie egalitarną doktryną spowodowały, że kiedy przyszedł 1989 rok nie mieliśmy już na czym budować swojej tożsamości. Staliśmy się narodem zewnątrzsterownym. Poddani wpływom sowieckim przez 50 lat, a następnie wpływom prądów filozoficznych płynących z Europy Zachodniej, do dzisiaj nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, kim jesteśmy. Mentalność komunistyczna nie różni się wcale aż tak wiele od mentalności wypływającej z liberalnej demokracji. Zbir i cham zastąpiony został przez prostaka. Przygnębienie wynika przede wszystkim z odstąpienia od próby pokazania, co dalej. Jak wyjść z tego zamkniętego kręgu. No cóż, filozof nie jest od tego, żeby budować i realizować plany działań. Ogranicza się do diagnozy i jedynego wskazania, jakie pada w książce. Ryszard Legutko pisze: „W istocie przyjmując tę przygnębiającą perspektywę skazujemy siebie na wybór między bezpożytecznym lamentem, a pokorną akceptacją”. Właściwą drogą jest jednak podtrzymanie opisów zawartych w książce, ale jednocześnie stanowcze odrzucenie ich jako fatum jedynych wyborów. Legutko dowodzi, że „[…] rozumiejące doświadczenie historyczne polega na rozpoznaniu tego, co konieczne i tego, co możliwe”.
W skrócie: świetna, dogłębna, diagnoza stanu polskości i odczuwalny brak przepisu na przyszłość.
niedziela, 1 lutego 2009
Amerykańskie gazety non-profit
W dzienniku The New York Times ciekawy tekst publicystyczny Davida Swensena i Michaela Schmidta „News You Can Endow”. Autorzy przedstawiają postulat wyłączenia dzienników z rynkowej gry i zmiany ich formalnego statusu na instytucje non profit, zbliżone do statusu uczelni wyższych i uniwersytetów w USA. Takie rozwiązanie przyniosłoby zwiększenie niezależności mediów poprzez uwolnienie redakcji od obowiązku osiągania celów finansowych. W ich opinii dzisiejsze podejście zagraża misji dziennikarskiej. Dodatkowymi atutami byłyby zwolnienia podatkowe i odliczenia dla osób wspierających tego rodzaju organizacje. Jedyne ograniczenie to zakaz wpływania na proces legislacyjny i uczestniczenia w kampaniach politycznych kandydatów.
Ciężka sytuacja amerykańskich gazet związana jest z:
- silnymi spadkami nakładów w ostatniej dekadzie;
- konsekwentnie zmniejszającymi się dochodami z reklamy prasowej;
- systematycznie zmniejszającymi się średnimi zyskami dzienników (np. w ciągu ostatnich pięciu lat The Washington Post - zyski mniejsze niż przez 15 wcześniejszych lat, The New York Times - spadek 50 proc., Tribune Company, wydawca The Chicago Tribune, The Los Angeles Times i sześciu innych tytułów wystąpił o wsparcie zbankrutowanej grupy).
Dodatkowo:
- największe redakcje w ciągu ostatnich trzech lat radykalnie ograniczyły zatrudnienie;
- liczba amerykańskich korespondentów zagranicznych zmniejszyła się o 25 proc. w latach 2002-2006, a jedynie garstka z nich utrzymuje zagraniczne biura;
- zmniejszanie rozmiarów gazet, ograniczanie liczby działów, etc. /Dowodem kryzysu jest fakt nie do pomyślenia wcześniej, a mianowicie The New York Times sprzedaje powierzchnię reklamową nawet na swoje pierwszej stronie/
Swensen i Shmidt są przekonani, że internetowe przedsięwzięcia amerykańskich gazet nie są w stanie zarobić na wydawnictwa.
Według publicystów, w obecnych warunkach wiele tytułów nie ma szans przetrwać cyfrowej rewolucji. A jeżeli jej nie przetrwa, to pod znakiem zapytania stanie również jakość i kształt amerykańskiej demokracji, której od zawsze towarzyszyła wolna prasa. Tekst nie precyzuje, w jaki sposób operacja ta miałaby być przeprowadzona (poza wezwaniem bogatych filantropów) i jak pogodzić w niej interesy dzisiejszych właścicieli z misją obywatelską. Jest jednak głosem oryginalnym i wartym odnotowania.