sobota, 5 września 2009
Nieprzyznawanie się do błędów drogą donikąd
Wpis ten skłonił mnie do refleksji nad paradygmatem obowiązującym w środowisku profesjonalnych mediów. Spotkał się z nim chyba każdy PR-owiec, szef firmy, polityk, czy lider dużych projektów społecznych, słowem - każdy, komu na sercu leży, co o jego przedsięwzięciach donoszą media. Tym paradygmatem jest całkowite NIEPRZYZNAWANIE SIĘ DO BŁĘDÓW.
Nawet jeśli redakcja wie, że podała nieprawdziwe informacje i na drodze prawnej doszło do zmuszenia jej do sprostowań i przeprosin, to w wielu przypadkach podaje się je w miejscu nie do zauważenia przez masowego czytelnika lub widza i opatruje się dodatkowo komentarzem, którego wymowa jest taka, że „drukujemy, ale i tak mamy rację” lub „coś jest na rzeczy”. Inne sprostowania i odpowiedzi w 99 proc. trafiają do kosza.
Mam wrażenie, że powodem jest źle pojęta duma, o której pisze Marek Miller. Prawdopodobnie wychodzi się z założenia, że przyznanie się do błędu jest oznaką słabości i grozi atakiem konkurencji lub utratą audytorium. Dziennikarz z pozycją i medium ze znaną w całej Polsce marką nie mogą przecież popełniać błędów. Tymczasem w dobie wszechobecnej komunikacji, przyjmowania ról mediów przez zwykłych obywateli/konsumentów i działań typu „mówimy potężnej gazecie sprawdzam” przez ekspertów, to właśnie tego typu uparte i zamknięte postawy narażają media mainstreamu na utratę wiarygodności.
Zachowania takie są dziwne tym bardziej, że kiedy rozmawia się z profesjonalnymi dziennikarzami i pyta o ich punkt widzenia, to zawsze zalecają naukę mówienia „przepraszam”. Wiedzą, że w dłuższej perspektywie postawa pokory wobec popełnionego błędu buduje naturalną wiarygodność. Przecież media, to ludzie, a ludzie mają prawo do pomyłek. Jednak pomyłki masowo rozpowszechniane powinny być prostowane na oczach masowego audytorium.
To banał, ale element tego samego problemu, więc go poruszę. Znamy przykłady „skazywania” ludzi i firm, w zastępstwie sądów i klientów, zanim zapadną jakiekolwiek wyroki. Informacje takie stanowią jedynki serwisów radiowych, TV i czołówki gazet. Po miesiącach, a czasami latach, okazuje się, że prawda wygląda inaczej i popełniono błąd. Jeżeli informacje te pojawiają się w mediach, to i tak nie są już „jedynkami” i docierają do znikomego grona odbiorców.
Takie postawy będą musiały się zmieniać. Nikt nie podważa roli mediów profesjonalnych w naszym życiu, a ja osobiście życzę im jak najlepiej. Postawy mediów, tak samo jak firm i osób publicznych, muszą być budowane na naturalności. Jeżeli popełniamy błąd, to powinniśmy za ten błąd przeprosić. Życie ludzi jest przecież wielowymiarowe. Nie zawsze mamy rację, czasami zmieniamy zdanie. Dlaczego to ukrywać. Dlaczego to się musi zmienić? Bo coraz częściej takie błędy będą piętnowane w sieci i powodować będą realną utratę widzów, czytelników, słuchaczy, a tym samym konkretne straty finansowe.
W tym przypadku Marek Miller z kolegą posłużył za V władzę, kontrolującą wielką gazetą i podane przez nią informacje. Blogosfera, pełna ekspertów, będzie pełniła taką właśnie rolę. Takie role pełnią liczne watchdogs, które jestem pewien rozwijać będą się w Polsce z sukcesami. I ważne, by „wielkie” media, ich menedżerowie i dziennikarze, nie traktowali tego typu aktywności jako aktów wrogich wobec nich, bo tworzą je ludzie będący ich prawdziwymi pasjonatami. Mogą sobie wzajemnie wiele zawdzięczać. Wbrew temu, co niektórzy sądzą, jedni nie zastąpią też drugich :))
poniedziałek, 3 sierpnia 2009
Źródła internetowe wysoko w badaniach zaufania/blogi na końcu
Ciekawe są także wyniki, jakim źrodłom ufamy. Oczywiście na pierwszym miejscu znajdują się ludzie, których znamy. Ufa im w pełni oraz w pewnym stopniu aż 90 proc. badanych. Wysoko – bo na drugiej pozycji - plasują się strony internetowe (Brand Websites) 70 proc. zaufania (pełnego i w pewnym stopniu). Egzekwo znajdują się opinie klientów zamieszczane na forach internetowych. Tuż pod nimi artykuły prasowe (69 proc.).
Okazuje się, że informacje online cieszą się wysokim zaufaniem. W maju eMarketer publikował wyniki zaufania TNS. W każdym kraju informacje online znajdowały się na czołowych pozycjach. Najciekawsze wnioski, to:
- najbardziej ufamy ludziom, których znamy (42 proc.)
- telewizji (41 proc.)
- informacjom z internetu (40 proc.)
- gazetom (39 proc.)
- najniższe pozycje notują blogi (statystykę zawyża lekko Japonia i Korea Południowa) !!!!
- Wikipedia znajduje się na pozycjach środkowych
Niskie zaufanie do blogów znalazło swoje odzwierciedlenie również w Trust Barometer 2009 Edelmana. Blogom biznesowym – badanym po raz pierwszy (znak czasu ?!) ufało 19 proc.respondentów, prywatnym 16 proc., a ośrodkom społecznym 15 proc. (spadek o 5 punktów w stosunku do 2008 r.). Były to jedne z najniższych pozycji w rankingu.
Dużo pracy PR-owej przed wszystkimi. PR-owcy uczyć muszą się nowych reguł, a marketerzy zwrócić powinni się chyba bardziej w stronę PR-u :)). Jest o czym myśleć.
poniedziałek, 16 marca 2009
Spadki zaufania do mediów...
To przeoranie spowodowuje brak kluczowej wartości, szczególnie dla mediów i instytucji publicznych, czyli zaufania. Ostatnie wyniki raportu przeprowadzonego przez Edelmana w 20 krajach, Edelman Trust Barometer 2009 dają poważnie do myślenia.
Przede wszystkim pokazują one spadek zaufania do wszystkich źródeł, z jakich czerpiemy informacje. Na samym dole rankingu (przedostatnie miejsce) plasują się serwisy społecznościowe. Blogi są tuz przed nimi. Najwyżej cenione w Internecie są serwisy newsowe przeglądarek, np. Google News, Yahoo News. W ogólnym rankingu plasują się jednak na 7 miejscu.
Bardzo niepokojące (pytanie o ich reprezentatywność) wyniki dotyczą Polski. Okazuje się, że zaufanie do artykułów prasowych posiada tylko 14 proc. badanych, co daje spadek o 25 proc. w porównaniu z zeszłym rokiem. Serwisom telewizyjnym ufa o 14 proc. mniej badanych, a radiowym o 10 proc.
Kiedy na brak zaufania nalożymy finansowe skutki kryzysu ekonomicznego może się okazać, że za dwa lata obudzimy się w radykalnie innym świecie mediów. W każdym razie warto zastanawiać się i próbować wyciągnąć wnioski ze wskazanych tendencji. Kilka istotnych uwag:
- Co spowodowało w Polsce tak duży spadek zaufania do gazet, które wydają się być źródłem pogłębionych informacji, a więc (teoretycznie) komunikatu bardziej racjonalnego ?
- Czy spadek zaufania do wszystkich rodzajów mediów nie jest ceną płaconą za zjawisko tzw. tabloidyzacji, newsowości i nakręcenia spirali emocji za wszelką cenę?
- Istnieje ogromne ryzyko, że wszelkie niedoskonałości (lub patologie) funkcjonujące w mediach zostaną jeszcze bardziej pogłębione w czasie kryzysu ekonomicznego, wskutek walki z konkurencja o widza, słuchacza i czytelnika. W krótkiej perspektywie zawsze stosuje się maksymalizację obecnych strategii. Zmiana modelu funkcjonowania mediów i powrót do misji informacyjnej i edukacyjnej (w każdym razie zwiększenie ich wag) wymagałby przewartościowania w myśleniu każdego gracza. Nikt się na to szybko nie zdecyduje.
- Badania potwierdzają, że źródła internetowe wcale nie cieszą się tak wysokim zaufaniem jak głosi powszechna wieść. W związku z tym nie ma co szybko liczyć na pomysły ambitnego i profesjonalnego dziennikarstwa w Internecie (bo nie ma jak na nie zarobić).
piątek, 13 marca 2009
Odzyskiwanie zaufania w kryzysie
- spadek zaufania do mediów (wszystkich rodzajów);
- ogólnoświatowy spadek zaufania do wszystkich branż;
- bardzo niski w Polsce wskaźnik zaufania do biznesu;
- jeden z najniższych wskaźników zaufania do prezesów firm;
- spadek zaufania do większości komunikatorów (wzrost zaufania do pracowników naukowych).
Nakreślając kierunki myślenia o komunikacji PR:
1. Doug Shoen, były doradca prezydenta Clintona, cytowany w raporcie Edelmana, mówi, że komunikacja w obecnych czasach powinna się kierować wartościami takimi jak: Szczerość (uczciwość), Konsekwencja, Interaktywność. Dodałbym jeszcze do tego: Dynamizm, Prostotę i Otwartość. Podstawową z nich jest chyba prostota. Dlaczego? Bo skończył się czas komunikacji czysto wizerunkowej, która może działać przeciwko organizacji. Zwiększa się rola rzeczowej, prostej, zrozumiałej i szybko podanej informacji. Firmy i inne organizacje podlegają ogromnej presji i płynących ze wszystkich stron zapytań. Odpowiedzi na nie powinny być udzielane bez niepotrzebnej zwłoki, powodującej wrażenie, że „coś jest na rzeczy”. Tak więc w pewien sposób wracamy do korzeni. W natłoku komunikacji emocjonalnej, musimy budować racjonalne pola debaty. Dotyczy to języka używanego podczas spotkań z mediami, wysyłanych materiałów prasowych, udzielanych komentarzy.
2. Zwiększona inicjatywa informacyjna. Tempo pracy i informowania powinno się zwiększyć w stosunku do czasów sprzed kryzysu. Po pierwsze większy jest popyt na informacje. Po drugie dzięki temu możemy zbudować obraz organizacji odważniej, przygotowanej, ze spokojem uczestniczącej w dyskusji. Mam świadomość, że to bardzo trudne, ponieważ pierwszą chęcią wielu osób jest ucieczka, zwolnienie tempa informowania i unikanie odpowiedzi na trudne pytania.
3. Powrót do korzeni w kontekście narzędzi. To czas odchodzenia od drogich i wyszukanych form, które budować mogą wrażenie rozdźwięku między rzeczywistymi problemami na rynku, a nakładami ponoszonymi na komunikację. Nie ma w takiej sytuacji miejsca na przesadnie drogie prezenty, eksluzywne wycieczki, przepych konferencji, etc. To samo dotyczy częstotliwości spotkań z przedstawicielami mediów. Powinno być ich więcej i wykorzystywać powinniśmy najprostrze z możliwych form konferencji, briefingów off the record i briefingów oficjalnych, spotkań indywidualnych, systematycznego przesyłania rzeczowych informacji. Jako PR-owcy sami nie możemy tworzyć wrażenia, że to co robimy jest tylko kolorowym i drogim pudełkiem. W tej sytuacji nasze otoczenie szczególnie zainteresowane jest raczej tym, co znajduje się wewnątrz tego pudełka.
4. Wykorzystywanie wielu kanałów komunikacji i zwiększenie wagi interaktywności. Ma to związek przede wszystkim z presją wywieraną na nasze organizacje. Internet daje wiele możliwości prowadzenia bezpośredniego dialogu z otoczeniem, klientem lub potencjalnym klientem. Ale interaktywności nie powinna oznaczać jedynie Internetu, tym bardziej, że nad zaufaniem do tego kanały trzeba jeszcze mocno popracować. To dotyczy również wszelkich innych możliwych form odpowiedzi na zapytania i udzielania porad w mediach zarówno drukowanych jak i elektronicznych. Dialog powinien być początkiem i końcem naszego myślenia. Tak więc monitoring i otwarcie się na potrzeby płynące z otoczenia (nie tylko skupienie się na „własnych celach do zakomunikowania”) powinno być początkiem i końcem naszego myślenia.
5. Korzystanie z jak największej liczby kanałów komunikacji rozumiem również w kontekście panującej wszędzie ideologii mówiącej, że teraz skupiamy się już tylko na Internecie, lub tylko na telewizji. To błędna droga. W czasie kryzysu potrzebujemy komunikacji racjonalnej (która nie jest cechą naszych czasów). Umożliwia ją bardzo mocno prasa, będąca też pierwszym ogniwem procesów inoformacyjnych w Polsce. Wielkim wyzwaniem dla mediów (a także dla PR-u) są jednak duże straty w zaufaniu. Moim skromnym zdaniem także poprzez nadmierną emocjonalność. Na tym skupię się następnym razem.
6. Na koniec dodałbym jeszcze kwestie związane z komunikacją wewnętrzną, która opierać się powinna na dwóch założeniach:
- pracownicy powinni otrzymywać kłopotliwe informacje dla organizacji od własnej organizacji (nie powinniśmy unikać komentowania trudnych tematów i pokazywania pracownikom, co się o nas pisze, mówi, etc.);
- o nowych projektach dowiadywać powinni się w pierwszej kolejności.