Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja medialna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja medialna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 listopada 2009

Przykazania Postmana w dziedzinie edukacji telewizji

Skoro jestem przy Postmanie, to w wolnej chwili postanowiłem zerknąć do jego najbardziej znanej w Polsce książki „Zabawić się na śmierć” (Wydawnictwo Muza, Warszawa 2002). Przedstawia w niej analizę negatywnego wpływu telewizji na współczesną umysłowość Amerykanów, a przede wszystkim na system kształcenia. Twierdził, że Ameryka miała do czynienia w latach 80. z trzecim wielkim kryzysem, w jakim znalazł się zachodni system oświaty.

Pierwszy miał miejsce w V wieku przed Chrystusem. Ateny przeżyły wtedy zmianę kultury ustnej na kulturę opartą na alfabecie i słowie pisanym. W celu zrozumienia, co to oznaczało, autor poleca lekturę Platona.

Drugi kryzys dokonał się w XVI wieku za przyczyną wynalezienia prasy drukarskiej. Dla chcących zrozumieć znaczenie tego wydarzenia i jego konsekwencje, wskazuje lekturę Johna Locka.

Z trzecim mamy do czynienia pod wpływem elektronicznej rewolucji, której głównym nośnikiem jest telewizja. Autorem rozjaśniającym zrozumienie trego procesu jest Marshall McLuhan.

Neil Postman nazywa też telewizję „programową”. Programowość polega na specjalnie skonstruowanym systemie informacyjnym, którego zadaniem jest wpływanie na nauczanie, ćwiczenie, doskonalenie charakterów młodzieży. W tym ostatnim zakresie konkuruje przede wszystkim ze szkolnym systemem nauczania, unicestwiając go całkowicie. W jego opinii telewizja wniosła nową ideę do filozofii edukacji, a mianowicie, że nauczanie i rozrywka są nierozłączne. Jak przyznaje, tej oryginalnej koncepcji nie znajdzie się w żadnych oświatowych debatach. Co innego jest twierdzić, że dziecko (młodzież) musi być zaciekawione przedmiotem swej nauki, albo że musi mieć silne zakorzenienie w sferze uczuciowej, a co innego, że bez rozrywki nauczanie staje się nieskuteczne. Przytacza Cycerona, który głosił, że celem edukacji jest wyzwolenie ucznia z tyranii teraźniejszości, co jest bardzo wymagające dla samego ucznia. Uczniowie z natury robią coś przeciwnego, czyli próbują przystosować się do bieżącej rzeczywistości. Celem właściwej edukacji jest sięgnięcie do istoty rzeczy i praw, na jakich opiera się rzeczywistość.

Postman konstruuje trzy przykazania, jakimi kieruje się TV i jakie kieruje do swoich widzów:

1. NIE BĘDZIESZ STAWIAŁ ŻADNYCH WARUNKÓW WSTĘPNYCH
Każdy program telewizyjny stanowi zamkniętą całość i posiadanie jakiejś wiedzy wyjściowej nie jest warunkiem koniecznym, ani wymaganym do jej oglądania. Uczeń musi mieć prawo do zajrzenia w każdej chwili. Dlatego – przestrzega Postman – nie znajdziemy żadnego programu teleiwzyjnego zaczynającego się od warunku, że w celu zapoznania się z tym materiałem, należy najpierw sięgnąć po poprzednie odcinki. No może poza serialami (uwaga własna !)

2. NIE BĘDZIESZ WPROWADZAŁ STANU NIEPEWNOŚCI
Każda historyjka i idea musi być natychmiast przyswajalna. Najważniejsze jest zadowolenie ucznia, a nie jego rozwój. Refleksyjność i wbijanie w stan niepewności groziłoby utratą widza i przełączaniem na inne programy.

3. BĘDZIESZ UNIKAŁ OPISU JAK DZIESIĘCIU PLAG
Opis jest największym wrogiem. Spory, hipotezy, racje, repliki przekształcają telewizję w radio lub materiał drukowany. Telewizja przyjmuje raczej formę gawędy prowadzoną za pomocą dynamicznych obrazów i muzyki. Niczego się z TV nie dowiemy, jeśli nie zostanie to umieszczone w udramtyzowanym kontekście i właściwie zobrazowane.

Warto podkreślić, że Neil Postman napisał „Zabawić się na śmierć” w 1985 roku. Nie znał jeszcz Inteernetu. Większość jego twórczości (przypomnę, że zmarł w 2003 roku) przypada na rozkwit telewizji. Być może Internet w dzisiejszym kształcie rozwiałby jego wątpliwości i potraktowałby go jako silny nośnik słowa pisanego. Biorąc jednak pod uwagę przewidywania konsumpcji mediów i wiodącej roli video w Internecie, być może podtrzymałby swoje oryginalne tezy. W każdym razie jego intelektualne prowokacje warto brać pod uwagę, bo trudno nie zgodzić się, że media (a z nich najsilniejsze medium – TV) nie do poznania zmieniają zarówno system edukacji jak i systemy polityczne i gospodarcze. Poglądy Postmana pozwolę sobie jeszcze przytaczać wiele razy.

czwartek, 15 października 2009

Po prostu rzecznik

Najwyższy czas zastanowić się nad zmianą nazwy i funkcji przypisywanych rzecznikowi prasowemu i wreszcie ją urealnić. Sama nazwa i jej powszechne rozumienie, będące tłumaczeniem z języka angielskiego, odpowiada w polskich warunkach tak bardzo rzeczywistości, jak ustawa Prawo prasowe z 1984 roku odzwierciedla współczesne media.

Realna praca rzecznika wykracza daleko poza horyzont zawodowych mediów.

Moja propozycja jest taka, aby osoby odpowiedzialne za politykę informacyjną nazywać po prostu rzecznikami. Składa się na to szereg czynników. Dwa, najważniejsze, z nich:

- Współczesny rzecznik prasowy komunikuje się z całym otoczeniem organizacji, nie tylko z dziennikarzami.
- Współczesny rzecznik prasowy, to osoba odpowiadająca za całe zaplecze informacyjne swojej organizacji i przełożonego. Nie tylko reprezentuje, ale przede wszystkim organizuje.

Pierwszy argument jest najpoważniejszy i rodzi najwięcej konsekwencji. Do tej pory od rzecznika wymagało się umiejętności budowania relacji z bardzo specyficzną grupą zawodową, jaką stanowią dziennikarze i osoby pełniące kierownicze funkcje w mediach. Tak go szkolono i tego wymagano. To się jednak zmienia w tempie kosmicznym. Rzecznik komunikuje się dzisiaj bezpośrednio nie tylko z dziennikarzami, ale też z klientami końcowymi i potencjalnymi, z wyborcami i odbiorcami usług. Pod tym względem rację ma Thomas Friedman, że świat się spłaszcza. Tego rodzaju relacje wymagają innych umiejętności. Rzecznik prasowy staje się rzecznikiem organizacji dla świata zewnętrznego. Odczuje to każdy rzecznik, którego telefon i adres e-mail dostępny będzie na stronie www, nie mówiąc o posiadaniu kont w serwisach społecznościowych.

Drugi argument też nie jest bez znaczenia. Rzecznicy prasowi nie są już wąskimi gardłami informacji swoich firm i pracodawców dla świata zewnętrznego. Dużo bardziej skupić muszą się na edukowaniu wewnętrznym, kierowaniu zespołami i projektami, czyli – mówiąc krótko – na organizowaniu ruchu informacji. Już dawno można zapomnieć o byciu jedynym źródłem informacji. Sztuką jest być skutecznym w tak dynamicznych warunkach pracy.

Czyli rzecznik, po prostu rzecznik…

wtorek, 24 marca 2009

Edukacja medialna

Chciałbym przypomnieć znaną książkę Neila Postmana „Zabawić się na śmierć”. Postman pisze w niej o najważniejszym zjawisku kulturalnym drugiej połowy XX wieku, a mianowicie zmierzchu Epoki Typografii i rozkwicie Epoki Telewizji: „Ta przemiana w sposób dramatyczny i nieodwracalny odmieniła treść i znaczenie społecznego dyskursu, ponieważ dwa diametralnie odmienne media nie mogą służyć tym samym ideałom. Jeśli tak bardzo słabnie wpływ druku, to zawartość treściowa polityki, religii, oświaty i wszystkiego, co obejmuje interes publiczny, musi się zmienić i zostać przetworzona w warunkach najbardziej odpowiadających wymogom telewizji”. Neil Postman jest uczniem McLuhana, a więc jest przekonany o tym, że „najprostszym sposobem wniknięcia istotę jakiejś kultury jest zwrócenie uwagi na jej instrumenty komunikacji”.

Autor jest zdruzgotany odejściem od fundamentu amerykańskiej demokracji , czyli wolnej prasy. Fenomen amerykańskiej prasy polegał na braku istnienia w społeczeństwie literackiej arystokracji. Czytanie książek nie było zajęciem elitarnym, a gazety i inne materiały drukowane rozpowszechniane były we wszystkich warstwach ludności.
Telewizja też wnosi – w opinii Postmana – egalitarne tendencje. Królują w niej jednak zupełnie inne wzorce. Przede wszystkim jest nim rozrywka, która staje się swoistą nadideologią całego dyskursu telewizyjnego. „Problem polega nie na tym, że telewizja przedstawia nam rozrywkową tematykę, ale na tym, że wszelka tematyka przedstawiana jest jako rozrywkowa”. Znany krytyk telewizji posuwa się także do stwierdzenia, że „widowisko” informacyjne (serwisy informacyjne) „jest koncepcją antykomunikowania się, charakterystyczną dla rodzaju dyskursu, który nie dba o logikę, rozsądek, kolejność zdarzeń i zasady przeciwieństw. W estetyce, jak sądzę, teorię taką nazwano dadaizmem; w filozofii – nihilizmem, a w psychiatrii – schizofrenią […]”.
W programach religijnych, tak popularnych w USA, mamy do czynienia nie tyle z teologią, co właśnie z rozrywką. W widowiskach tych na pierwszy plan wysunięte są emocje i prowadzący – gwiazda pogramu. Bóg jest aktorem drugoplanowym. Autor jest przekonany, że ekran telewizyjny jest tak głęboko związany ze świecką psychologią, światem reklam, że trudno go stworzyć na nowo jako ramę religijnych wydarzeń.

W polityce zmiany dyskursu powodują, że nie ma dzisiaj już żadnego kandydata na ważne stanowisko, który pozwoliłby sobie na nieposiadanie specjalisty od wizerunku. Nawet programy edukacyjne służą wyłącznie rozrywce. „Dziś już wiemy, że Ulica Sezamkowa zachęca dzieci do kochania jedynie wówczas, gdy szkoła wygląda tak jak Ulica Sezamkowa. Dziś już wiemy, że Ulica Sezamkowa podważa tradycyjne rozumienie tego, czym jest szkoła. Podczas gdy szkolna klasa jest miejscem wzajemnych społecznych oddziaływań, przestrzeń przed telewizorem to teren prywatny. Podczas gdy w szkolnej klasie można zadawać nauczycielowi pytania – ekranu telewizora o nic pytać się nie da […]”. W skrócie rzecz ujmując „[…] Ulica Sezamkowa nie zachęca dzieci, by kochały szkołę ani cokolwiek, co się z nią wiąże. Zachęca do kochania telewizji”.
Nawet jeżeli opinie Neila Postmana brzmią dzisiaj nieco ekscentrycznie, to pobudzają do refleksji. Z wieloma zjawiskami trudno się nie zgodzić, nawet jeżeli nie podzielamy przekonania, że odpowiada za nie wyłącznie telewizja. Kultura masowa, napędzana nowymi mediami, stawia przed nami dylematy opisywane przez Postmana.

Czy znany techno-pesymista posiada jakąś receptę na wyjście z zaklętego kręgu? Odpowiedź brzmi: należy zbudować świadomość medialną. Są dwie drogi do jej uzyskania. Pierwszą nazywa niedorzeczną , drugą – rozpaczliwą. W pierwszą Postman nie wierzy. Oznaczałaby ona, że programy telewizyjne uczyłyby widzów, w jaki sposób wypacza naszą koncepcję programów informacyjnych, politycznej debaty, myśli religijnej, itd. Wydaje się to mało prawdopodobne. Druga droga, nazywana rozpaczliwą, polega na edukacji w szkołach i na uczelniach wyższych. Docieramy ponownie do postulatu edukacji medialnej, wyrabiającej w konsumencie mediów krytyczny zmysł analizowania informacji medialnych i umiejętność właściwego korzystania z nich.

poniedziałek, 23 marca 2009

Post-intelektualizm

Znalazłem ciekawą lekturę dotykającą problematyki mediów i ich wpływu na przemiany cywilizacyjne. To książka autorstwa Donalda N. Wooda „Post-Intellectualism and the Decline of Democracy”. Książka opatrzona została wstępem Neila Postmana, znanego amerykańskiego profesora z zakresu mediów i komunikacji, autora, m.in. „Zabawić się na śmierć” i „Technopolu”.
Postman przyznaje, że wielu współczesnych pisarzy upatruje w mediach i nowych technologiach sprzymierzeńców w budowie nowej formy demokracji bezpośredniej, kontynuacji tradycji ateńskiej. Donald Wood zauważa raczej jej zagrożenia. W tym sensie autor książki jest raczej uczniem Postmana, nazywanego powszechnie techno-pesymistą, wierzącym w siłę racjonalizmu.

Donald Wood dzieli historię na trzy okresy:
- Okres pre-intelektualny (pre-intelektualizm) związany z komunikacją werbalną i kulturą statyczną (cykliczną) głoszącą brak możliwości postępu. Charakteryzował on pierwotne plemiona.
- Okres intelektualny (intelektualizm) związany z kulturą linearną i słowem pisanym charakteryzujący się wizją rozwoju, kładącą postawy naszej współczesnej cywilizacji. Związana z myślą klasyczną Grecji i racjonalizmem oświeceniowym.
- Okres post-intelektualny (post-intelektualizm), nazywany także „Web Culture”, mający swoje źródła w romantyźmie i będący zaprzeczeniem ery intelektualnej.
Post-intelektualizm definiowany jest negatywnie jako opozycja wobec intelektualizmu.

Charakterystyka intelektualizmu/ post-intelektualizmu:
1. Prowadzenie badań dla wiedzy/Ignorancja (przy jednoczesnym masowym rozprzestrzenianiu się informacji)
2. Myślenie krytyczne/Upadek myślenia krytycznego
3. Społeczny krytycyzm/ Establishmentism (niechęć do zmiany status quo)
4. Szeroki zakres sztuk (szeroka perspektywa myślenia)/Specjalizacja (zawężenie perspektywy)

Autor porównuje te dwa okresy charakteryzując je w poszczególnych kategoriach: (intelektualizm/post-intelektualizm)

Technologia i postęp:
Technokracja, postęp/Technopol (technologia dominująca nad ludzkimi umysłami, mierzalność wszystkich sfer życia), Społeczny chaos

Media i komunikacja:
Media drukowane, racjonalna komunikacja/Media elektroniczne, komunikacja emocjonalna

Polityka i zarządzanie państwem:
Państwa narodowe, libertarianizm, demokracja, merytokracja, samowystarczalność/Regionalne sojusze, Społeczna odpowiedzialność (regulacje, interwencjonizm, programy socjalne), komunizm, mediokracja

Gospodarka i prawo:
Kapitalizm, Wolna przedsiębiorczość, Konkurencja/Socjalizm, Wykorzystywanie, Akcje afirmatywne

Szczególnie interesujące jest zwrócenie przez Wooda uwagi na fenomen dominującej - wraz z rozwojem mediów elektronicznych – komunikacji emocjonalnej, zwiększonej indywidualizacji, przejścia debaty publicznej od merytoryki ku mediokracji, a więc zdominowania wszystkich sfer życia przez media. Wszystkie te czynniki prowadzą do realnych zagrożeń dla ustroju demokratycznego wskutek chaosu i łatwej manipulacji nieświadomym niczego społeczeństwem masowym. Będę do niej jeszcze wracał.

czwartek, 19 lutego 2009

Rozmowa z Bartoszem Niemczynowiczem


Pisałem jakiś czas temu, że podczas zajęć w temacie demokracji medialnej, przeprowadziłem ciekawą rozmowę z Bartoszem Niemczynowiczem, zastępcą komendanta Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy ZHR. Opinia wychowawcy na temat wpływu mediów na swoich kolegów i wychowanków jest bezcenna. Dyskusja z instruktorem harcerskim o komunikacji medialnej jest też pewnym znakiem czasu.

Poniżej rozmowa z Bartoszem o różnych sposobach korzystania z Internetu przez pokolenie 30-latków i ich młodszych kolegów, czytaniu newsów i budowaniu w oparciu o nich wizji świata, edukacji medialnej w harcerstwie i powodach, dla których rodzice przyprowadzają swoich synów do harcerstwa.

O ile nasze roczniki i nasze pokolenie nazywano w powszechnym rozumieniu „pokoleniem telewizji”, to młodszych od nas określa się mianem „pokolenia Internetu”. Oznacza to, że świat poza Internetem dla nich nie istnieje. O ile my wykorzystujemy go do pracy zawodowej, naukowej, hobby, to oni w nim niemalże żyją. Prawie jak w Second Life. Czy twoje doświadczenia pracy z młodzieżą potwierdzają to stereotypowe myślenie o młodych w necie?

Bartosz Niemczynowicz: Myślę, że nazywanie młodego pokolenia w taki sposób, to zbytnie uproszczenie. Jeśli nawet przyjęlibyśmy taki punkt widzenia, to musielibyśmy zdefiniować, co rozumiemy pod hasłem "internet". Jeżeli uznalibyśmy, że jest to jedynie sformułowanie oznaczające przede wszystkim korzystanie ze stron www i tzw. komunikatorów, to byłoby to zbyt wąskie dla określenia całego pokolenia. Sformułowanie "pokolenie internetu" odnosi się do szerszego kontekstu. Oznacza pokolenie osób, które od urodzenia obracają się w świecie wielu bodźców, często oddziałujących równocześnie, wielu informacji, wymienianych błyskawicznie, dla których internet jest jedynie pewnym nośnikiem, medium. Inna sprawa, że ci młodzi ludzie z internetu korzystają nie tylko codziennie, czy regularnie, ale - można powiedzieć - "na bieżąco".

O jakich wiekowo grupach mówisz?

Mam na myśli osoby w wieku 17 - 21 lat, z takimi zazwyczaj mam kontakt w mojej służbie instruktorskiej, ale można też odnieść się do osób trochę starszych - mających 22-25 lat.

Czy młodzi blogują albo tworzą społeczności wokół różnych idei ?

Moje doświadczenia. wskazują na to, że młodzi ludzie nie tyle często korzystają z internetu, ale właściwie traktują internet jako swoiste forum, na których toczy się ich życie. To, że tworzą społeczności i piszą blogi nie jest żadnym odkryciem. Ale już to, że korzystają z internetu w zupełnie inny sposób niż ich starsi koledzy, nie wspominając o rodzicach, wcale takie oczywiste nie jest. Dobrym przykładem może być przestrzeń tzw. "newsów". Często przekonuję się, że młodzi czerpią swoją wiedzę o zdarzeniach dotyczących. Polski i świata zazwyczaj z nagłówków zamieszczanych na największych portalach, w dziale "wiadomości". Dosłownie z treści samych nagłówków - rzadko mają wystarczająco dużo czasu i ochoty, czy nawet potrzeby, żeby zajrzeć głębiej i zapoznać się z treścią całej wiadomości. Z kolei pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków odnajduje w internecie medium do zamieszczania szerokich analiz, komentarzy, dzięki któremu mogą szybko reagować na bieżące wydarzenia i wymieniać się opiniami, a co najważniejsze, docierać do odbiorców. Z moich obserwacji wynika, że młodzi ludzie nie piszą i nie czytają tych samych blogów, co Twoi rówieśnicy. W ogóle, jeżeli powstają blogi, to zazwyczaj mają krótszą formę (choć tutaj chyba nie ma reguły) i poruszają zupełnie inne tematy. Wszyscy korzystamy z internetu, ale mamy inne potrzeby i odwiedzamy inne strony. Nawiązując do życia "w realu", ująłbym to tak: ci młodzi ludzie po prostu bawią się w innych klubach, niż pokolenie ich starszych kolegów.

Ale w tych klubach [mediach] jest wszystko. Używając języka kulinarnego, od taniego fast foodu do wykwintnych restauracji slow-foodowych. Trzeba jednak trafić na właściwą, żeby nie mieć później problemów żołądkowych. Są jakieś programy wychowawcze zauważające ten problem?

Zależy mi na tym, żeby umiejętność odbierania informacji i poruszania się we współczesnej rzeczywistości była niezbędną cechą instruktorów ZHR. Dlatego też staramy się dotykać tego tematu i poruszać go podczas organizowanych kursów, również tych poświęconych sprawom ściśle "harcerskim". Jestem przekonany, że edukacja medialna, czy edukacja elektroniczna powinna stanowić jeden z tematów kursów instruktorskich. Innymi słowy - umiejętność, o której mówię, potrzebna jest nie tylko przyszłym pracownikom branży medialnej, ale każdemu kto ma ambicje bycia świadomym obywatelem.

Na czym miałaby polegać edukacja medialna?
Pamiętajmy o tym, że młodzi posiadają niesamowitą umiejętność odnajdywania się w rzeczywistości. Mimo to uważam, że warto pomagać im w zdobywaniu podstawowej wiedzy, narzędzi i pokazywaniu kierunków do prowadzenia dalszych poszukiwań. Co innego narzekanie na młodych ludzi, a co innego wspieranie i rzetelna analiza otaczającej rzeczywistości. Chodzi o to, żeby potrafili formułować swoje własne poglądy, w oparciu o refleksję dotycząca postrzeganych wydarzeń i zdobywanej wiedzy. W tej chwili pracujemy nad regularnym, cyklicznym kursem poświęconym właśnie tzw. edukacji medialnej, organizowanym przez ZHR, ale być może otwartym na osoby z innych środowisk. Głównym założeniem takiego kursu miałoby być zdobycie wiedzy na temat pracy i roli mediów we współczesnej demokracji, zasady konstruowania „newsów”, czy tworzenia – tak ostatnio modnej – narracji. Chcielibyśmy, żeby na zajęciach była okazja przepracowania konkretnych przypadków, dyskusji, ćwiczeń praktycznych, ale też spotkań z tzw. ludźmi mediów. Myślę, że interesującym wątkiem byłaby też strona biznesowa działalności mediów i ich struktura właścicielska – szczególnie przez pryzmat sporów, jakie toczą się w przestrzeni publicznej.

Mówiąc o edukacji medialnej widzisz w Internecie nadzieję na „medium uświadamiające”?

Zdecydowanie można zauważyć rosnącą potrzebę docierania do ważnych wiadomości, spraw, które są istotne – zarówno z punktu widzenia spraw lokalnych jak i takich, które dotyczą całej Polski i świata. W natłoku tego, co serwują nam „mainstreamowe” media nietrudno zgubić orientację i zabłądzić w świecie składającym się z kolejnych absurdalnych wydarzeń i niezliczonej ilości komentarzy do nich. Jak długo można czytać nieustannie aktualizowane tytuły „newsów” na głównych portalach czy relacje tzw. telewizji informacyjnych nadawane na żywo z wydarzeń – delikatnie mówiąc – zupełnie nieistotnych, drugorzędnych, z punktu widzenia czy to lokalnej społeczności czy całego kraju. I tutaj faktycznie internet pokazuje swoje niesamowite możliwości. Oczywiście, nie można tego porównywać z siłą oddziaływania telewizji, ale internet faktycznie jest medium dostępnym dla stosunkowo dużej grupy odbiorców. Medium, w którym można zamieszczać treści o zupełnie innej konstrukcji i zawartości, niż te którymi jesteśmy codziennie bombardowani. Z tym, że jest to pewna prawidłowość występująca raczej w grupie pokolenia trzydziestolatków. Obawiam się, że taka potrzeba nie ma szans wytworzyć się niejako samoczynnie u ludzi młodszych. Dzisiejsi szesnastolatkowie zazwyczaj wyłapują – przy okazji, podczas korzystania z internetu – tytuły „newsów” i to raczej te, skonstruowane w atrakcyjny sposób, nastawione na sensację, przykucie uwagi (chociażby krótkotrwałej). Wiedza na temat otaczających nas zjawisk, czerpana z internetu, pochodzi właśnie z takiego źródła. Często brak wiedzy o specyfice działania mediów nie pozwala na świadome odbieranie i przetwarzanie informacji, a następnie na formułowanie własnego stanowiska i światopoglądu.

Jako były instruktor mogę powiedzieć w uproszczeniu, że mamy do czynienia z kryzysem wychowania. Rodzice w dużej mierze zrezygnowali ze swoich ról, a szkoła abdykowała wiele lat temu. Organizacje wychowawcze przeżywają problemy frekwencji. Wychowują media... Czy nie uważasz, że po okresie bezkrytycznego zachwytu, nowe media mogą stać się sposobem na ponowny wzrost zainteresowania tematyką wychowania wśród rodziców?

Ze strony rodziców, dla których wyprawy na biwaki czy spływy kajakowe były czymś naturalnym, a którzy dzisiaj obserwują swoje dzieci spędzające większa część dnia przed ekranem komputera – pewnie tak. Często zdarza się, że rodzice sami przyprowadzają dzieci do drużyn harcerskich, aby dać szansę swoim dzieciom przeżycia prawdziwej przygody, a jednocześnie otrzymać wsparcie w wychowaniu w oparciu o tradycyjne wartości. Tyle, że to się dzieje raczej w opozycji do nowych mediów. Po prostu rodzic przychodzi do drużynowego, bo ma już dość siedzenia dziecka przed komputerem. To jest problem alienowania się wielu młodych ludzi. Harcerstwo daje możliwość prawdziwej, żywej, przyjaźni. Wierzę, że ona właśnie jest prawdziwa i ważniejsza niż społeczność w sieci. Aczkolwiek musimy brać pod uwagę dzisiejszą rzeczywistość i nie możemy się na społeczności internetowe obrażać. Sami powinniśmy je tworzyć, ale dawać do tego coś więcej, wypełniać treścią. Społeczności takie mogą być szansą na przekazywanie wartości, czy otwieranie się na drugiego człowieka.

Dzięki.

phm. Bartosz Niemczynowicz (rocznik 1981) - prawnik, pracuje w jednej z warszawskich kancelarii, wychowawca, zastępca komendanta Mazowieckiej Chorągwi Harcerzy ZHR, kieruje Szkołą Instruktorską.

sobota, 7 lutego 2009

Demokracja medialna - spotkanie z instruktorami ZHR

Wróciłem ze spotkania z instruktorami ZHR szkolącymi się na kursie podharcmistrzowskim w Warszawie. Dyskutowaliśmy o "demokracji medialnej", między innymi na podstawie "Republiki elektronicznej" Lawrence'a Grossmanna. Czy to nie jest znak czasu, że na kursie kształcącym wychowawców, instruktorów harcerskich, porusza się zagadnienia funkcjonowania w świecie wszechobecnych mediów? Prawie dziesięć lat temu sam podejmowałem takie próby, ale nie wszyscy rozumieli potrzebę "edukacji medialnej". Teraz organizatorzy sami zwrócili na to uwagę. Brawo. Po zajęciach rozmawiałem z liderem kursu o zbudowaniu szerszego programu z tego zakresu. W końcu rozumienie mediów jest dzisiaj tym, czym czytanie i pisanie w przeszłości. Kto wie, może powstanie jakiś autorski projekt do wykorzystania w ZHR-ze i w innych organizacjach pozarządowych. To byłoby naprawdę coś. Moją uwagę zwróciło niezwykle silne skupienie się uczestników na Internecie. Niby naturalne, bo to jeszcze młodsi ode mnie koledzy, jeszcze młodsi są ich wychowankowie - mają po 13-18 lat. Można powiedzieć - "pokolenie Internetu". Jednak rozmowa z Bartoszem Niemczynowiczem, jednym z organizatorów kursu i zastępcą komendanta choragwi mazowieckiej, na co dzień pracującego z młodymi instruktorami, otworzyła mi oczy. Myśląc o Internecie rozumiemy zupełnie co innego niż 10 i 15 lat młodsi koledzy. To bardzo ciekawe doświadczenie wychowawcy warte jest przytoczenia. Zaprosiłem więc Bartosza do szerszej rozmowy. Opublikuję ją na blogu w najbliżsych dniach.

Poniżej kilka zdjęć ze spotkania (dzięki uprzejmości instruktorów):