poniedziałek, 17 sierpnia 2009
"Naczelny autoryzator wydarzeń" - TVN24
Nowa agencja informacyjna
Swoistym znakiem czasu w mediach było zastąpienie tradycyjnych agencji informacyjnych (PAP, IAR) telewizją informacyjną. Na co dzień dotyczy to obszaru komunikacji politycznej (publicznej), ale nie tylko. Stosunkowo szybko po swoim powstaniu TVN24 zastąpił agencje w dziedzinie informowania o wydarzeniach. Czerwony pasek TVN24 , ciągłe wejścia na żywo z newsami spowodowały, że agencjom odebrano nimb pierwszeństwa w rozpowszechnianiu informacji. Jak wiemy, głównym odbiorcą depesz PAP, IAR i innych agencji są media. Dzisiejszą normą w każdej redakcji jest ciągle włączony odbiornik telewizyjny z TVN24. Dzieje się tak przynajmniej od 2004 roku, jeśli dobrze pamiętam (i pewnie ma związek z tzw. „aferą Rywina”). Spowodowało to odwrócenie zachowań PR-owców i służb prasowych, którzy chcąc przebić się do szerokiego grona dziennikarskiego rozpoczynali informowanie od agencji prasowych. Od kilku lat większą skuteczność gwarantuje TVN24. Jeszcze lepiej działa to w przypadku tzw. newsów ekskluzywnych. Tak więc agencje poszukiwać muszą dzisiaj swoich innych obszarów wykorzystania. Jest ich swoją drogą bardzo wiele, a ich znaczenie może nawet rosnąć. Jednak nie na odcinku newsów.
Zmiana logiki - "naczelny autoryzator"
W myśleniu mediów nie ma informacji i wydarzeń obiektywnie ważnych. Ich waga zależy zawsze od kontekstu i okoliczności danego dnia, godziny, sumy innych zdarzeń. Są jednak wydarzenia, które uznawane są przez inne media za warte zwrócenia uwagi. Często przeradza się to w tzw. owczy pęd. Przez wiele lat gazety (głównie Gazeta Wyborcza) stanowiły o wadze danego wydarzenia/informacji. Jednak ze względu na specyfikę i tempo pracy dziennikarstwa prasowego miało to nieco inny charakter. Rolę taką, od strony czysto informacyjnej, pełniły również agencje. Jeśli coś znalazło się w kalendarium, czy pojawiła się depesza oznaczało to, że informacja jest sprawdzona i posiada potencjał. Dzisiaj rolę tę pełni TVN24. Jednak zmiana logiki polega na tym, że o ile w przypadku PAP media mogły zająć się danym tematem, ale nie musiały tego czynić (dzienna liczba depesz PAP jest ogromna), to przykład TVN24 pokazuje, że przedstawienie danego wydarzenia w tej stacji autoryzuje je w oczach innych mediów i czyni je „obiektywnie” istotnym. Najwięcej przypadków podążania przez wielu dziennikarzy newsowych („owczy pęd”) tym samym tropem (również, co do interpretacji) dotyczy właśnie TVN24. Kolega z radia (i wielu, wielu innych) opowiada mi, że wymyślenie ciekawego tematu nie jest wystarczające, by redakcja na kolegium uznała go za wartościowy do zajęcia się nim. Kiedy jednak pojawi się na pasku w TVN24 natychmiast staje się priorytetem. Swoją drogą mamy już pewnie i będziemy mieć częściej do czynienia z celowym przekazywaniem przez dziennikarzy innych mediów informacji do TVN24 w celu ich autoryzacji. Tak, TVN24 jest dzisiaj "naczelnym autoryzatorem” wydarzeń. Jeśli chcemy, by nasz event cieszył się szerokim medialnym zainteresowaniem, to musimy przekonać do zajęcia się nim przez ekipę TVN24. Liczna obecność dziennikarzy i sukces komunikacyjny gwarantowany. Rzecz jasna nie jest to takie proste do wykonania. Politycy doskonale ten mechanizm rozumieją, przekazując coraz więcej informacji ekskluzywnych właśnie do tego kanału. Jest to ważne szczególnie przy kryzysach i przesileniach, gdzie walka o interpretację odgrywa kluczową rolę. A wiadomo, że walczy się głównie o interpretację. Celowo używam tu pewnego słowotwórstwa, ale fenomen ten nie jest prostą zamianą jednego wpływowego medium na drugie. Pytanie, kiedy się wyczerpie, bo - mam świadomość, że późno piszę te słowa - oznaki kolejnej zmiany "paradygmatu" są już dość wyraźne.
piątek, 14 sierpnia 2009
Neurony lustrzane i umiejętnośc budowania relacji z ludźmi
Nie tylko komputer jest jednak istotą problemu, ale również system edukacji kopiujący stare metody, polegające na przyswajaniu jak największej ilości danych, a nie kształcące wyobraźnię i kreatywne myślenie.
środa, 12 sierpnia 2009
Wakacje...
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
"Elektroniczny autyzm"
Określenie „elektroniczny autyzm” dotyczy chyba nas wszystkich. Prowadzimy blogi, bo dzięki nim możemy skutecznej uczyć się nowych tematów, pracować nad konsekwencją, dyscypliną myśli, krótko mówiąc – rozwijać się. „Elektroniczny autyzm” ma w sobie wiele uroku. Samo założenie bloga ma przecież również tę inną cechę naturalną – otwarcie na innych, chęć dzielenia się swoimi doświadczeniami, poszukiwaniami zawodowymi, naukowymi, prywatnymi, swoim know-how. Nie mam nic przeciwko nazwaniu mnie w taki sposób…
piątek, 7 sierpnia 2009
Media politics i jej konsekwencje w/g Manuela Castellsa
Podczas swojego wystąpienia skupiał się wokół tematów poruszanych w swojej najnowszej, właśnie wydanej i nieznanej nam jeszcze, książe „Communication Power”. Sięgnąłem też do jednego z jego tekstów „Communication, Power and Counter-power in the Network Society”, świetnie korespondującej z wygłoszonym w Polsce wykładem.
Media politics
Castells używa sformułowania „media politics”. Mówi, że polityka dzisiaj, to właśnie „media politics” i tak się ją powinno nazywać. Nie oznacza to jednak, że władza jest w rękach mediów, ale że media stanowią dzisiaj ramy, przestrzeń, uprawianej polityki. Sama władza – jak przyznaje – jest dużo bardziej skomplikowanym mechanizmem, by móc powiedzieć, że należy ona do mediów. Szczególnie w społeczeństwie sieci. Prawdą jest jednak, że to, co nie istnieje w mediach, nie istnieje publicznej świadomości, nawet jeżeli fragmentarycznie obecne jest w świadomości jednostek. Głównym motorem tej przestrzeni jest telewizja. Z tego względu przekaz polityczny jest dzisiaj przekazem medialnym, wymagającym znajomości specyficznego języka mediów. Castells twierdzi, że nie do końca prawdą jest sformułowanie, iż medium jest przekazem (McLuhan). Ma jednak ogromny wpływ na formę i znaczenie tego przekazu. Z tego powodu najsilniejszym przekazem jest maksymalnie uproszcozny komunikat powiązany z wizerunkiem/obrazem, a najprostrzym z możliwych przekazów jest ludzka twarz.
Polityka spersonalizowana – polityka skandalu
To powoduje, że polityka staje się bardzo silnie spersonalizowana, a więc związana z konkretnymi ludźmi, ich emocjami, wadami i zaletami. Skupiami się nie na meritum, lecz na człowieku. Pogramy polityczne nie są już dla nas istotne. Tak wygląda dopasowanie się do reguł uwtorzonych przez media. Potencjalni wyborcy nie muszą zapoznawać się z politycznymi agendami, bo nieustającym źródłem wiedzy i raportów politycznych są media. Zaufanie polityków staje się więc główną wartością. Największą bronią zaś – możliwości zniszczenia tej wiarygodności. Zdaniem autora na utratę wiarygodności przez oponenta pracuje dzisiaj cała maszyneria z zapleczem organizacyjnym i finansowym. To doprowadza nas w końcu do ery polityki skandalu związanego z walką konkurencyjną między partiami i politykami.
W jednej z rozmów Manuel Castells stwierdza również, że w oczywisty sposób (w kontekście telewizji szczególnie) prowadzi to do bipolarnego rozumienia polityki. Stąd jest ona jeśli nawet nieoficjalnie, to faktycznie podzielona na dwa główne bloki. Co ciekawe, stwierdza również, że dzisiejszy wyborca, wkutek silnego spersonalizowania polityki i rządzącego w niej skandalu, głosuje raczej przeciwko komuś/czemuś, niż za czymś/kimś.
Kryzys legitimizacji władzy ?
Na podstawie przytoczonych danych (z 2000 i 2002 roku) stawia tezę, że nastąpił kryzys legitymacji władzy. 59 proc. Amerykanów i 61 proc. mieszkańców Unii Europejskiej jest przekonanych, że kraje nie są rządzone zgodnie z wolą ludzi. Można wysnuć więc wniosek, że polityka skandalu – o ile nie musi wpływać bezpośrednio na poziom frekwencji – to z pewnością powoduje ogólny brak zaufania do polityki. Krzysys legitimizacji związany bezpośrednio z kryzysem tradycyjnych form społeczeństwa obywatelskiego, zależnego w dużym stopniu od instytucji państwa.
Przestrzeń realnej komunikacji
Szansą na przełamanie tego kryzysu jest masowa samo-komunikacja związana z rozwojem Internetu, dająca możliwość uwolnienia się od reguł ustanowionych przez mainstreamowe media i upodmiotawiająca jej uczestników. [Internetu traktowanego jako szeroka platforma, nie jako jedno z mediów]. Formowanie publicznej świadomości przesuwa się z instytucji do przestrzeni realnej komunikacji. Politycy doskonale to wyczuwają i próbują obchodzić je lobem dzięki możliwościom stwarzanym przez nowe technologie. 24-godzinny obieg informacji daje szansę zaistnieć tym, którzy dotąd byli niedostrzegalni. Mainstream korzysta z tego również, czerpiąc informacje i obrazy z sieci. Szanse niezależnych społecznych graczy na zaistnienie radykalnie się zwiększyły i dają możliwość wpływania na rzeczywistość silniej niż kiedykolwiek.
wtorek, 4 sierpnia 2009
8 rad Neila Postmana dla oglądających TV
1. W spotkaniach z programami informacyjnymi musi towarzyszyć ci pewność, co jest naprawdę ważne
Telewizja opiera się w dużej mierze na manipulacji. Nawet umysły otwarte mają swoje granice. Tak więc pamiętaj, że TV nie przedstawia obiektywnie tego, co się stało, ale to, co dziennikarze i korespondenci uważają za warte przedstawienia. Dlatego, mając tego świadomość, powinniśmy być w ocenie przedstawianych wydarzeń, samodzielni. W opinii Postmana, to rodzina i edukacja szkolna dawać nam powinny instrumenty właściwej oceny, co jest ważne, a co nie.
2. Przygotowując się do oglądania telewizji miej świadomość, że jest to „show”
Możesz myśleć, że informacje telewizyjne są misją publiczną. Ale nie tylko. Są również przemysłem rozrywkowym. Nie oznacza to, że nie mają żadnej wartości. Jednak „news” jest tylko towarem, który przyciagnąć ma jak największą publiczność, by móc sprzedać go reklamodawcom. Dlatego informacje dostarczane są w formie rozrywki lub teatru. Programy informacyjne są sprzedawane jako pakiety: z atrakcyjnymi prowadzącymi, ekscytującą muzyką, żartami rozładowującymi atmosferę, historiami trzymającymi publiczność przed ekranami. Jedną z cech jest również brak związku pomiędzy programami z następujących po sobie dni. Najlepszy widz to taki, który zapomina co oglądał wczoraj. Neil Postman wysnuwa z tego wniosek, że stacje TV traktują widzów, jakby chorowali na amnezję.
3. Nigdy nie możesz nie doceniać siły reklam
Reklamy telewizyjne nie są czymś mało znaczącym. Są poważną formą współczesnej literatury. Można też powiedzieć, że są pewną formą „newsów”. W jego opinii reklamy mogą powiedzieć o naszym społeczeństwie więcej niż bezpośrednio przekazywane programy informacyjne. Prawdopodobnie archeolodzy badający w przyszłości kulturę amerykańską w reklamach odnajdą najbogatsze źródła informacji na temat społecznych aspiracji, motywacji i uniesień. W sprzecznościach między przekazem reklamowym i przekazem programów informacyjnych odczytać można społeczne i psychiczne dylematy naszej kultury.
4. Poznaj ekonomiczne i polityczne „interesy” zarządzających stacjami TV
Powinienieś poznać background właścicieli mediów, którzy konstruują świat dla ciebie. Szczególnie w dobie rekomendowanych źródeł informacji mediów powiązanych właścicielsko ze sobą. Nie trzeba być Marksistą, żeby przypuszczać, że ludzie zarabiający milion dolarów rocznie widzą rzeczy inaczej niż wiążący jakoś koniec z końcem. Intencją Postmana – jak sam zatrzega – nie jest zachęcanie do paranoi, ale bycia świadomym całego tła związanego z osobami dostarczającymi nam informacje.
5. Przywiązuj szczególną uwagę do języka informacji
Wielu widzów programów informacyjnych lekceważy słowo mówione, bo są przekonani, że zdjęcia wystarczająco tłumaczą prezentowane wydarzenia. Tymczasem to słowa tworzą ramy obrazu telewizyjnego. Od komentarza reporterskiego zależy kierunek, w jakim podążą nasze myśli. Dzięki skupianiu się na pytaniach stosunkowo łatwo możemy wychwycić, czy dany dziennikarz jest tendecyjny. Jako przykład podaje prowadzącego program w stacji Fox News (Brit Hume) dotyczący wojny w Iraku: „Cywilne ofiary są hiostorycznie, ze swojej definicji, częścią wojny. Czy powinny być przedstawiane jako ważne newsy?” W odpowiedzi watch dog z branży mediów, FAIR, zadał publicznie pytanie: „Skoro dziennikarze nie powinni relacjonować zabijania cywilnej ludności, ponieważ są one normalną częścią wojny, to jakie zasady dotyczą relacjonowania wojny? Bombardowania są również standardową procedurą podczas wojny; czy Fox News przestanie donosić o nalotach?”. Opisany przypadek został wychwycony ze względu na dramatyzm wojny. Niestety w czasach mniej dramatycznych nie przywiązuje się tak dużej wagi do słów wypowiadanych w telewizji.
6. Ogranicz przynajmniej o 1/3 oglądane przez ciebie newsy telewizyjne
Studia przypadków pokazują, że silne oglądanie telewizji powoduje w ludziach myślenie o świecie jako o bardziej niebezpiecznym niz jest w rzeczywistości. Oglądający bardzo dużo programów TV są bardziej depresyjni, a wielu z nich grozi depresja chroniczna (wskutek podawnia ciągle negatywnych informacji dot.śmierci, przemocy, etc.). Dlatego pamiętaj: news telewizyjne nie odzwierciedlają normalnego, codziennego życia. Ich ograniczenie służy twojemu samopoczuciu.
7. Ogranicz o 1/3 liczbę opinii, których czujesz potrzebę posiadania
Neil Postman apeluje o wyzwolenie się z otaczającej nas presji posiadania opinii na każdy temat. Opinii, które nie mają związku z wiedzą. Nieszczęsną konwencją stało się odpowiadanie na zadawane pytania poprzez wskazywanie, że w takiej to, a takiej telewizji się o tym słyszało, etc.
8. Zrób co tylko możesz, żeby zainteresować szkoły uczeniem dzieci jak oglądać TV news
Nauczyciele interesują się telewizją wyłącznie w kategoriach dodatkowej pomocy do prowadzenia lekcji. Tymczasem nauczenie się rozumienia telewizji i przekazywanych przez nią informacji jest kluczową umiejętnością, jaką przyswoić powinniśmy sobie w młodym wieku. Telewizja jest zjawiskiem wieloaspektowym i wywierającym na nasze życie tak ogromny wpływ, że trudno zrozumieć brak tego rodzaju przedmiotów w szkolnej edukacji. Trawestując samego Postmana można powiedzieć, że bez nauki o tym, jak telewizja używa nas, nigdy nie nauczymy się świadomie używaj jej do naszych celów.
poniedziałek, 3 sierpnia 2009
Źródła internetowe wysoko w badaniach zaufania/blogi na końcu
Ciekawe są także wyniki, jakim źrodłom ufamy. Oczywiście na pierwszym miejscu znajdują się ludzie, których znamy. Ufa im w pełni oraz w pewnym stopniu aż 90 proc. badanych. Wysoko – bo na drugiej pozycji - plasują się strony internetowe (Brand Websites) 70 proc. zaufania (pełnego i w pewnym stopniu). Egzekwo znajdują się opinie klientów zamieszczane na forach internetowych. Tuż pod nimi artykuły prasowe (69 proc.).
Okazuje się, że informacje online cieszą się wysokim zaufaniem. W maju eMarketer publikował wyniki zaufania TNS. W każdym kraju informacje online znajdowały się na czołowych pozycjach. Najciekawsze wnioski, to:
- najbardziej ufamy ludziom, których znamy (42 proc.)
- telewizji (41 proc.)
- informacjom z internetu (40 proc.)
- gazetom (39 proc.)
- najniższe pozycje notują blogi (statystykę zawyża lekko Japonia i Korea Południowa) !!!!
- Wikipedia znajduje się na pozycjach środkowych
Niskie zaufanie do blogów znalazło swoje odzwierciedlenie również w Trust Barometer 2009 Edelmana. Blogom biznesowym – badanym po raz pierwszy (znak czasu ?!) ufało 19 proc.respondentów, prywatnym 16 proc., a ośrodkom społecznym 15 proc. (spadek o 5 punktów w stosunku do 2008 r.). Były to jedne z najniższych pozycji w rankingu.
Dużo pracy PR-owej przed wszystkimi. PR-owcy uczyć muszą się nowych reguł, a marketerzy zwrócić powinni się chyba bardziej w stronę PR-u :)). Jest o czym myśleć.