Na prośbę Krzysztofa Urbanowicza przekazuję informację, która - jak widzę - rozchodzi się już mocno w sieci. Niemniej również poniżej wpis P. Krzysztofa na jego blogu.
Krzysztof Urbanowicz:
Jeśli masz pomysł na biznes lub właśnie założyłeś startup i potrzebujesz kapitału na rozwój, przyjdź na spotkanie „Biznes przy kawie" w środę 2 grudnia 2009 r., od godz. 17:00, w restauracji KOM, ul. Zielna 37 w Warszawie. A nazajutrz, 3 grudnia o godz. 17.00 w hotelu Wit Stwosz, odbędzie się identyczne spotkanie w Krakowie.
To pierwsze z serii spotkań, których celem jest prezentacja możliwości finansowania innowacyjnych przedsięwzięć w ramach projektu „Kapitał na start w innowacje - promocja innowacji w środowisku biznesowym i naukowym".
Operatorem projektu jest Miasteczko Multimedialne Park Technologiczny i Stowarzyszenie Klaster Multimediów i Systemów Informacyjnych w Nowym Sączu, działające przy Wyższej Szkole Biznesu - National-Louis University w Nowym Sączu. Projekt „Kapitał na start" jest współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, oraz z budżetu państwa.
W ramach projektu „Kapitał na start" zorganizowany zostanie również konkurs Startery Innowacji na najlepsze pomysły gotowe do pozyskania zewnętrznego finansowania.
Autorzy najciekawszych pomysłów rozpoczną rozmowy z inwestorami prywatnymi celem uzyskania zewnętrznego finansowania. Dodatkowo zwycięzcy konkursu otrzymają pakiet bezpłatnych konsultacji celem przygotowania merytorycznego do przeprowadzenia procesu inwestycyjnego.
poniedziałek, 30 listopada 2009
sobota, 28 listopada 2009
Rozterki PR-owców
PR-owcy przeżywają rozterki związane z ich zawodem. Można było je też usłyszeć na Forum PR. Pisze o nich również Jacek Gadzinowski na swoim blogu. Rozterki te są jednak przejawem zdrowia. Narzekania obracają się wokół niepoważnego traktowania sztuki budowania relacji, negatywnego znaczenia samego terminu „PR”, noznaczającego coś pustego i plastikowego, propagandowego.
O kwestie te zostałem zapytany kilkakrotnie w rozmowie z serwisem ePR podczas Forum. Jako głównych winowajców obrazu PRowców podaje się polityków. Nie wydaje mi się jednak, żeby tam należało szukać źródeł problemu. Rzeczywiście dużo mówi się o politycznym PR, ale wynika to z tego, że tematy polityczne nakręcają ruch na stronach Internetowych, zwiększają słuchalność, czytelników i widzów. Po prostu polityka króluje w mediach.
Za główne przyczyny słabej w – w opinii wielu – kondycji PR - wymieniłbym jednak błędy leżące po naszej, czyli PR-owej, stronie:
- Zbytnia pycha i świadomość, że rządzimy światem, posiadamy klucze do mądrości świata, bo jesteśmy wpływowi, potrafimy opisywać rzeczywistość lepiej niż inni. W takiej wizji PR jest traktowany jak wiedza tajemna, którą posiadają jedynie nieliczni.
- Ciągły problem świadomości wielu menedżerów, w jaki sposób pracuje się w PR-ze. Przy dyskusji u Dominika Kaznowskiego wyszedł syndrom tzw.wycinków prasowych, które są towarem pożądanym przez tychże menedżerów. Tymczasem sfera komunikacja zmieniła się nie do poznania w ciągu ostatnich kilku lat. Poza tym spotkałem się kiedyś z sytuacją, że menedżer wynajął agencje PR, ustalił miesięczne wynagrodzenie dla agencji (dość skromne, za gotowość i doradztwo), a następnie spodziewał się, że organizacja wszystkich wydarzeń, konferencji, gadżety, materiały programowe, opłacane są z tego fee. Prawdopodobnie wziął sobie do serca, że PR jest tańszy i skuteczniejszy niż reklama :))
- Podejście wielu dziennikarzy do zawodu PR-owca jak do zawodu drugiej kategorii. Dziennikarz to zawód szlachetny, PR-owiec to rola cyniczna, umotywowana wyłącznie pieniędzmi. Tymczasem PR-owcy mogą dziennikarzom niezwykle pomóc w pracy. Może nie jest to najlepsze porównanie, ale wierzę głęboko, że profesjonalny lobbysta jest bardzo potrzebny w procesie konsultacji społecznych, w pracach sejmowych komisji. PR-owiec jest dla wielu innych grup, tak samo potrzebny. Służy wiedzą i argumentami. Porządkuje skomplikowaną rzeczywistość. Jeżeli robi to z otwartą przyłbicą, to obiektywizm leży po stronie dziennikarza i jego umiejętności krytycznego myślenia.
- A skoro jesteśmy już przy tym punkcie, to warto podkreślić też pewną patologię rynku. Jest nią brak transparentności. Do tego będę jeszcze wielokrotnie wracał. Nie dziwmy się, że PR-wcom się nie ufa, skoro raz na jakiś czas dziennikarze dowiadują się, że sprawy nie były im przedstawiane otwarcie od samego początku. Jeżeli mamy do czynienia z „niezależnymi ekspertami”, o których nikt nie wie, dla kogo pracują, ale wypowiadają się publicznie, to grozi to negatywnymi konsekwencjami dla całej branży. Moja opinia jest jednoznaczna. Jeżeli agencja obsługuje danego klienta, to informacja taka powinna znaleźć się na stronach tej agencji. I tyle. Media tym bardziej zapraszać powinny specjalistów PR pracujących w danych branżach, bo ich wiedza na temat bieżących sporów i ich złożoności jest największa. Podpisywani powinni być jednak jako eksperci pracujący w danej branży. Wielu jednak ukrywa tę wiedzę, bo wie, że dzięki temu będą zapraszani do mediów i mogą grać na niedookreśleniach. Tymczasem wiedza na temat obsługiwanych przez PR-owców klientów powinna ich właśnie uwiarygodniać. Rozumiem, że w wielu przypadkach takie podejście eliminowało ludzi ze sfery komentatorskiej. I tu widzę błąd dziennikarski, bo każdy gdzieś przecież lub dla kogoś pracuje. Wzajemne poszanowanie profesjonalizmu powinno opierać się na jawności.
Dominik Kaznowski i dr Dariusz Tworzydło zapowiedzieli, że rozpoczynają planowanie Kongresu PR pod kątem nowego programu i nowej wizji PR-u. To dobrze, bo powyższe problemy mogą zostać wyraźnie zaadresowane podczas przygotowań i trwania samego Kongresu 2010. W związku z tym, że dyskusja właśnie się rozpoczęła, będę do poszczególnych wątków wracał i prezentował kolejne.
O kwestie te zostałem zapytany kilkakrotnie w rozmowie z serwisem ePR podczas Forum. Jako głównych winowajców obrazu PRowców podaje się polityków. Nie wydaje mi się jednak, żeby tam należało szukać źródeł problemu. Rzeczywiście dużo mówi się o politycznym PR, ale wynika to z tego, że tematy polityczne nakręcają ruch na stronach Internetowych, zwiększają słuchalność, czytelników i widzów. Po prostu polityka króluje w mediach.
Za główne przyczyny słabej w – w opinii wielu – kondycji PR - wymieniłbym jednak błędy leżące po naszej, czyli PR-owej, stronie:
- Zbytnia pycha i świadomość, że rządzimy światem, posiadamy klucze do mądrości świata, bo jesteśmy wpływowi, potrafimy opisywać rzeczywistość lepiej niż inni. W takiej wizji PR jest traktowany jak wiedza tajemna, którą posiadają jedynie nieliczni.
- Ciągły problem świadomości wielu menedżerów, w jaki sposób pracuje się w PR-ze. Przy dyskusji u Dominika Kaznowskiego wyszedł syndrom tzw.wycinków prasowych, które są towarem pożądanym przez tychże menedżerów. Tymczasem sfera komunikacja zmieniła się nie do poznania w ciągu ostatnich kilku lat. Poza tym spotkałem się kiedyś z sytuacją, że menedżer wynajął agencje PR, ustalił miesięczne wynagrodzenie dla agencji (dość skromne, za gotowość i doradztwo), a następnie spodziewał się, że organizacja wszystkich wydarzeń, konferencji, gadżety, materiały programowe, opłacane są z tego fee. Prawdopodobnie wziął sobie do serca, że PR jest tańszy i skuteczniejszy niż reklama :))
- Podejście wielu dziennikarzy do zawodu PR-owca jak do zawodu drugiej kategorii. Dziennikarz to zawód szlachetny, PR-owiec to rola cyniczna, umotywowana wyłącznie pieniędzmi. Tymczasem PR-owcy mogą dziennikarzom niezwykle pomóc w pracy. Może nie jest to najlepsze porównanie, ale wierzę głęboko, że profesjonalny lobbysta jest bardzo potrzebny w procesie konsultacji społecznych, w pracach sejmowych komisji. PR-owiec jest dla wielu innych grup, tak samo potrzebny. Służy wiedzą i argumentami. Porządkuje skomplikowaną rzeczywistość. Jeżeli robi to z otwartą przyłbicą, to obiektywizm leży po stronie dziennikarza i jego umiejętności krytycznego myślenia.
- A skoro jesteśmy już przy tym punkcie, to warto podkreślić też pewną patologię rynku. Jest nią brak transparentności. Do tego będę jeszcze wielokrotnie wracał. Nie dziwmy się, że PR-wcom się nie ufa, skoro raz na jakiś czas dziennikarze dowiadują się, że sprawy nie były im przedstawiane otwarcie od samego początku. Jeżeli mamy do czynienia z „niezależnymi ekspertami”, o których nikt nie wie, dla kogo pracują, ale wypowiadają się publicznie, to grozi to negatywnymi konsekwencjami dla całej branży. Moja opinia jest jednoznaczna. Jeżeli agencja obsługuje danego klienta, to informacja taka powinna znaleźć się na stronach tej agencji. I tyle. Media tym bardziej zapraszać powinny specjalistów PR pracujących w danych branżach, bo ich wiedza na temat bieżących sporów i ich złożoności jest największa. Podpisywani powinni być jednak jako eksperci pracujący w danej branży. Wielu jednak ukrywa tę wiedzę, bo wie, że dzięki temu będą zapraszani do mediów i mogą grać na niedookreśleniach. Tymczasem wiedza na temat obsługiwanych przez PR-owców klientów powinna ich właśnie uwiarygodniać. Rozumiem, że w wielu przypadkach takie podejście eliminowało ludzi ze sfery komentatorskiej. I tu widzę błąd dziennikarski, bo każdy gdzieś przecież lub dla kogoś pracuje. Wzajemne poszanowanie profesjonalizmu powinno opierać się na jawności.
Dominik Kaznowski i dr Dariusz Tworzydło zapowiedzieli, że rozpoczynają planowanie Kongresu PR pod kątem nowego programu i nowej wizji PR-u. To dobrze, bo powyższe problemy mogą zostać wyraźnie zaadresowane podczas przygotowań i trwania samego Kongresu 2010. W związku z tym, że dyskusja właśnie się rozpoczęła, będę do poszczególnych wątków wracał i prezentował kolejne.
środa, 25 listopada 2009
Kilka słów o "Złotych Spinaczach" i Forum PR
Uczestniczyłem dzisiaj w gali rozdania nagród w konkursie ZFPR „Złote Spinacze” oraz w Forum PR.
Raz jeszcze powiedzieć muszę, że organizacja tego konkursu stoi na najwyższym poziomie z konkursów, które znam. Jestem jurorem i podziwiam, w jaki sposób byliśmy pilnowani, informowani, obsługiwani podczas wielotygodniowych prac jury. Nad czystością zasad czuwało KPMG. Tak więc chylę czoła przed organizatorami ze Związku z Pawłem Trochimiukiem na czele.
A skoro o „Złotych Spinaczach” i Forum, to trzy spostrzeżenia:
- Zauważyłem, że w wielu pracach konkursowych dominowała forma przygotowania raportów, które stawały się pretekstami do komunikacji. Rozumiem to, bo to rzeczywiście skuteczne narzędzie komunikacyjne. O ile wnosi coś nowego. W każdym razie media lubią tę formę. Raport brzmi para-naukowo, tak więc można go łatwiej cytować niż informacje od PR-owca :)) Śmieję się trochę, bo brzmi to jak wizja technopolu Neila Postmana. W technopolu wszystko, co ma posmak naukowości i jest mierzalne jest w cenie. Takie osobiste odczucie. Są też pozytywy takiego podejścia, bo wiele z „raportów” wnosi ciekawe argumenty do dyskusji.
- Na Forum PR, podczas części warsztatowej, gdzie uczestnicy mogli wybrać specjalizację, największym zainteresowaniem cieszył się warsztat o mediach społecznych. Z tego wynika, że PR-owcy ewidentnie zauważyli, że skazani są na nowe media. Trochę się im jeszcze przyglądają, trochę obwąchują, ale zainteresowanie jest duże. Istnieje pewien problem, że o PR-ze w nowych mediach mówią przedstawiciele środowisk interaktywnych, co bardzo często powoduje kłopoty komunikacyjne. Po prostu elementy, na których się skupiają, wątki związane z całym biznesem internetowym są często niezrozumiałe dla PR-owców. To trochę ludzie z dwóch różnych światów. Ja też należę do świata PR. Interaktywny mnie fascynuje, bo widać tam niesamowity power do implementowania nowości. Napiszę o tym w Innym wpisie, bo mam na ten temat odrębną opinię.
- Cieszy mnie też osobiście, że w konkursie uczestniczyło wiele projektów „społecznych”, wśród nich związane z tematami religijnymi, Powstaniem Warszawskim (najfajniejszy chyba, to projekt San Markos, czyli kampania Facebookowa powstańców „Kostka” i „Sosny”. Sam stałem się ich przyjacielem podczas 63.”dni powstania”). To sygnał, że projekty ideowe, społeczne, ideowe się profesjonalizują. To też dowód, że profesjonaliści, promując idee, mogą zarażać nimi innych. Gratulacje.
Raz jeszcze powiedzieć muszę, że organizacja tego konkursu stoi na najwyższym poziomie z konkursów, które znam. Jestem jurorem i podziwiam, w jaki sposób byliśmy pilnowani, informowani, obsługiwani podczas wielotygodniowych prac jury. Nad czystością zasad czuwało KPMG. Tak więc chylę czoła przed organizatorami ze Związku z Pawłem Trochimiukiem na czele.
A skoro o „Złotych Spinaczach” i Forum, to trzy spostrzeżenia:
- Zauważyłem, że w wielu pracach konkursowych dominowała forma przygotowania raportów, które stawały się pretekstami do komunikacji. Rozumiem to, bo to rzeczywiście skuteczne narzędzie komunikacyjne. O ile wnosi coś nowego. W każdym razie media lubią tę formę. Raport brzmi para-naukowo, tak więc można go łatwiej cytować niż informacje od PR-owca :)) Śmieję się trochę, bo brzmi to jak wizja technopolu Neila Postmana. W technopolu wszystko, co ma posmak naukowości i jest mierzalne jest w cenie. Takie osobiste odczucie. Są też pozytywy takiego podejścia, bo wiele z „raportów” wnosi ciekawe argumenty do dyskusji.
- Na Forum PR, podczas części warsztatowej, gdzie uczestnicy mogli wybrać specjalizację, największym zainteresowaniem cieszył się warsztat o mediach społecznych. Z tego wynika, że PR-owcy ewidentnie zauważyli, że skazani są na nowe media. Trochę się im jeszcze przyglądają, trochę obwąchują, ale zainteresowanie jest duże. Istnieje pewien problem, że o PR-ze w nowych mediach mówią przedstawiciele środowisk interaktywnych, co bardzo często powoduje kłopoty komunikacyjne. Po prostu elementy, na których się skupiają, wątki związane z całym biznesem internetowym są często niezrozumiałe dla PR-owców. To trochę ludzie z dwóch różnych światów. Ja też należę do świata PR. Interaktywny mnie fascynuje, bo widać tam niesamowity power do implementowania nowości. Napiszę o tym w Innym wpisie, bo mam na ten temat odrębną opinię.
- Cieszy mnie też osobiście, że w konkursie uczestniczyło wiele projektów „społecznych”, wśród nich związane z tematami religijnymi, Powstaniem Warszawskim (najfajniejszy chyba, to projekt San Markos, czyli kampania Facebookowa powstańców „Kostka” i „Sosny”. Sam stałem się ich przyjacielem podczas 63.”dni powstania”). To sygnał, że projekty ideowe, społeczne, ideowe się profesjonalizują. To też dowód, że profesjonaliści, promując idee, mogą zarażać nimi innych. Gratulacje.
poniedziałek, 23 listopada 2009
Jeszcze jedno miejsce dla profesjonalnych dziennikarzy
Kryzys na rynku mediów nie jest spowodowany wyłącznie kryzysem ekonomicznym, z jakim wszyscy walczymy od półtora roku, ale przede wszystkim z redefinicją samych mediów. Dziennikarze zmuszeni będą do zmiany przyzwyczajeń i zuniwersalizowania swoich kompetencji. Są tacy, którzy wyciągają ręce do profesjonalnego dziennikarstwa w kryzysie. Marek Miller opisuje jak obywatelski portal w USA płaci dziennikarzom zawodowym za artykuły, a kiedyt napotkają one na ponadprzeciętne zainteresowanie, otrzymują dodatkowe wynagrodzenie. Koniecznie trzeba przeczytać wpis Marka.
To bardzo optymistyczne z dwóch powodów:
- Okazuje się, że w wielu przypadkach fachowi dziennikarze, z właściwym warsztatem pracy, doświadczeniem i wiarygodnością są nie do przeceniania w sieci.
- Być może po woli klaruje się model zatrudniania profesjonalistów do pracy dziennikarskiej w Internecie. Wiem, chyba za szybka, by stawiać taką tezę. Z pewnością na rodzimym rynku.
Jedno jest pewne. Dziennikarze będą zmuszeni do myślenia o własnym rozwoju w nieco innych obszarach niż do tej pory. Widzę jeszcze jedno takie miejsce, gdzie – w mojej ocenie – ich umiejętności są nie do przecenienia. Jest nim szeroko pojęty PR. Nie chodzi mi jednak o wchodzenie w buty rzeczników, szefów komórek PR-owych i wydziałów prasowych. To jest jasne od dawna. Na myśli mam tworzenie mediów dla organizacji, głównie firm, ale również instytucji publicznych. Rola takich kanałów będzie bardzo szybko rosła. To szansa dla organizacji na skuteczną komunikację, a dla wielu dziennikarzy na dalszy rozwój ich karier i nie odchodzenie od zawodu. Potrzebne jest do tego tylko jedno: świadomość rynku biznesowego i administracji, że takie kanały są dla nich niezbędne. To raz. A po drugie, świadomość, że miejsca takie są co prawda kanałami komunikacji tych organizacji, ale nie są miejscem tworzenia obrazu dalekiego od rzeczywistości (mówiąc delikatnie :)) Myślę jednak, że potrzeba taka zostanie uświadomiona tzw.rynkowi raczej wcześniej niż później.
To bardzo optymistyczne z dwóch powodów:
- Okazuje się, że w wielu przypadkach fachowi dziennikarze, z właściwym warsztatem pracy, doświadczeniem i wiarygodnością są nie do przeceniania w sieci.
- Być może po woli klaruje się model zatrudniania profesjonalistów do pracy dziennikarskiej w Internecie. Wiem, chyba za szybka, by stawiać taką tezę. Z pewnością na rodzimym rynku.
Jedno jest pewne. Dziennikarze będą zmuszeni do myślenia o własnym rozwoju w nieco innych obszarach niż do tej pory. Widzę jeszcze jedno takie miejsce, gdzie – w mojej ocenie – ich umiejętności są nie do przecenienia. Jest nim szeroko pojęty PR. Nie chodzi mi jednak o wchodzenie w buty rzeczników, szefów komórek PR-owych i wydziałów prasowych. To jest jasne od dawna. Na myśli mam tworzenie mediów dla organizacji, głównie firm, ale również instytucji publicznych. Rola takich kanałów będzie bardzo szybko rosła. To szansa dla organizacji na skuteczną komunikację, a dla wielu dziennikarzy na dalszy rozwój ich karier i nie odchodzenie od zawodu. Potrzebne jest do tego tylko jedno: świadomość rynku biznesowego i administracji, że takie kanały są dla nich niezbędne. To raz. A po drugie, świadomość, że miejsca takie są co prawda kanałami komunikacji tych organizacji, ale nie są miejscem tworzenia obrazu dalekiego od rzeczywistości (mówiąc delikatnie :)) Myślę jednak, że potrzeba taka zostanie uświadomiona tzw.rynkowi raczej wcześniej niż później.
Etykiety:
gospodarka,
nowe media,
public relations
sobota, 21 listopada 2009
Nie zostawiaj po sobie śladu w Internecie - porady PR-wców?
Słucham właśnie wykładu prof. Bogusława Kwarciaka, psychologa komunikacji internetowej (agencja Opus B). Mówiąc o zachowaniach Internautów w sieci wskazał, że mamy do czynienia ze zjawiskiem doradzania przez specjalistów od wizerunku unikania osobom publicznym pozostawiania cyfrowych śladów swojej obecności. Internet nie zapomina. Jego możliwości są praktycznie nieograniczone. Artykuły w Internecie, wypowiedzi, komentarze, zawsze mogą być odtworzone. Dużo łatwiej niż w modelu tradycyjnym zarzucić jest takiej osobie niekonsekwencje, wypomnieć niespójności. Rozwiązaniem jest więc minimalizowanie zostawiania śladów, bo jak wiadomo ich brak jest niemożliwy, jeśli pełni się funkcje społeczne. Żeby była jasność, profesor Kwarciak nie utożsamia się z takim stawianiem sprawy (sam zawodowo zajmuje się właśnie komunikacją reklamową w Internecie). Mówi o występującym zjawisku, z którego wielu PR-owców nie zdaje sobie sprawy.
Wniosek profesora Kwarciaka są bardzo ciekawe i trafia w punkt tego, co zauważyłem w praktyce. Wydawałoby się, że zasugerowanie takiego rozwiązania świadczy o amatorszczyźnie PR-owca lub dyletanctwie urzędnika, polityka, innej osoby publicznej. Tymczasem dokładnie tego rodzaju strategie zachowań obserwuję wśród wielu osób. Nie chcą, żeby o nich pisano, mówiono, pokazywano w sieci.
Niezwykłe. Oczywiście, że ci, których znałem, charakteryzują się sceptycyzmem wobec Internetu. Moja opinia jest jednoznaczna: takie osoby powinny zdobyć nowe kompetencje i zrozumieć znak czasu, jakim jest komunikacja internetowa.
To plus Internetu, że jest w stanie zapamiętywać lepiej niż człowiek, co głosimy, jakie stanowisko zajmujemy. W tym znaczeniu ułatwia uczciwe funkcjonowanie w debacie publicznej.
Występowanie bardzo szerokiej grupy osób unikających swojej „cyfrowej historii” jest faktem. Informacja, że specjaliści od wizerunku doradzają taką postawę klientom jest dla mnie porażającą i bardzo interesującą nowością !
Wniosek profesora Kwarciaka są bardzo ciekawe i trafia w punkt tego, co zauważyłem w praktyce. Wydawałoby się, że zasugerowanie takiego rozwiązania świadczy o amatorszczyźnie PR-owca lub dyletanctwie urzędnika, polityka, innej osoby publicznej. Tymczasem dokładnie tego rodzaju strategie zachowań obserwuję wśród wielu osób. Nie chcą, żeby o nich pisano, mówiono, pokazywano w sieci.
Niezwykłe. Oczywiście, że ci, których znałem, charakteryzują się sceptycyzmem wobec Internetu. Moja opinia jest jednoznaczna: takie osoby powinny zdobyć nowe kompetencje i zrozumieć znak czasu, jakim jest komunikacja internetowa.
To plus Internetu, że jest w stanie zapamiętywać lepiej niż człowiek, co głosimy, jakie stanowisko zajmujemy. W tym znaczeniu ułatwia uczciwe funkcjonowanie w debacie publicznej.
Występowanie bardzo szerokiej grupy osób unikających swojej „cyfrowej historii” jest faktem. Informacja, że specjaliści od wizerunku doradzają taką postawę klientom jest dla mnie porażającą i bardzo interesującą nowością !
Etykiety:
gospodarka,
Internet,
nowe media,
polityka,
public relations
piątek, 20 listopada 2009
Co z blogami mediów?
A propos blogowania firmowego w Polsce, a w zasadzie prawie jego braku w kontekście spółek, giełdowych, ciekawi mnie, dlaczego spółki mediowe nie tworzą tego rodzaju rozwiązań. Należą do nich platformy blogowe, ale jako przedsięwzięcia biznesowe lub dziennikarskie. Żadna ze znanych mi spółek medialnych w Polsce nie używa jednak blogów do komunikacji korporacyjnej. Nie robi tak, ani ITI, ani TVP, ani Agora, ani Polskapresse. Rozumiem, że to może wynikać z potrzeby skupienia się na głównym biznesie i odciągnięcie uwagi od kwestii korporacyjnych. Ale jednak blog, to tylko pewna, forma i od właścicieli zależy jaką treścią wypełnią tę formę i do kogo go kierują. Może z tą wiarą w social media wcale nie jest tak silnie jak się głosi? Lękają się?
Potrzeba jest ewidentna. Prowadzę zajęcia ze studentami, którzy przygotowują informacje o mediach, z punktu widzenia pracy redakcji oraz biznesu (informacje korporacyjne). Okazuje się, że często mają ogromne problemy z dotarciem do bieżących i interesujących informacji o spółce. Strony www nie zawsze wystarczają. Blogi byłyby w takich poszukiwaniach bardzo pomocne. Z pewnością nie tylko dla studentów.
Potrzeba jest ewidentna. Prowadzę zajęcia ze studentami, którzy przygotowują informacje o mediach, z punktu widzenia pracy redakcji oraz biznesu (informacje korporacyjne). Okazuje się, że często mają ogromne problemy z dotarciem do bieżących i interesujących informacji o spółce. Strony www nie zawsze wystarczają. Blogi byłyby w takich poszukiwaniach bardzo pomocne. Z pewnością nie tylko dla studentów.
Etykiety:
blogi,
gospodarka,
Internet,
nowe media,
public relations
środa, 18 listopada 2009
Pierwsza korporacyjna platforma blogowa

Nieczęsto piszę na tym blogu o sprawach zawodowych. Ta jednak wykracza daleko poza zwykłe zawodowe zaangażowanie. Dzisiaj się chwalę :))), choć to bardziej wyzwanie i zobowiązanie. W postaci pierwszej w Polsce korporacyjnej platformy blogowej. Platformy Grupy TP.
Dużo mówi się u nas o mediach społecznych, blogach, mikroblogach i interaktywności, ale jeśli spojrzy się na spółki warszawskiej giełdy (prawie 400), to tylko kilka z nich komunikuje się z otoczeniem za pomocą blogów. Blogi, które można nazwać korporacyjnymi to zaledwie 4-5 z nich. Dlaczego tak się dzieje? Przecież giełda jest ważnym papierkiem lakmusowym kondycji rynku. My proponujemy coś więcej niż tylko blog. Startujemy z zestawem blogów prowadzonych przez kilkanaście osób. Pierwszego dnia obejrzeć można też film o kuchni naszego pomysłu, skąd się wziął, jaka wizja nam przyświeca i jakie blogi można u nas czytać… Otóż: blog korporacyjny, blog technologiczny, blog sportowy i oczywiście blog Wojtka Jabczyńskiego, naszego rzecznika prasowego, blogującego z sukcesami od prawie roku. Trzymajcie za nas kciuki ! Zespól jest super, więc w przyszlosc patrzymy z optymizmem :)) Filmik prezentacyjny:
Etykiety:
gospodarka,
Internet,
nowe media,
public relations
Subskrybuj:
Posty (Atom)