czwartek, 29 października 2009

Amafesjonalizm

Mark Penn w WSJ opisuje nową kategorię aktywnych osób, którą nazywa „amafessionals”(połączenie amateurs (amatorzy) i professionals (zawodowcy) ). Używał będę nieco dziwacznie brzmiącej polskiej nazwy „amafesjonalizm” i „amafesjonaliści”.

Stanowią oni wyzwanie dla praktycznie każdego wykonywanego dzisiaj zawodu i każdej branży, od komunikacji po medycynę. I nie chodzi tu o zjawisko sfrustrowanych amatorów, chcących na siłę zostać gwiazdami. Coraz więcej osób, pracujących raczej w domach i często chodzących całe dnie w piżamach tworzy treści i wiele prac, które konkurować mogą z produkcjami profesjonalnych firm i korporacji. Blogi są najbardziej jaskrawym przykładem dzielenia się własnymi opiniami, wynikami badań i dociekań, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Autor podaje przykład Etsy – internetowego sklepu, gdzie kupić można wyroby artystyczne tworzone przez osoby prywatne: torebki, rękawiczki, zawieszki, szale, kolczyki, etc. Na stronie zarejestrowało się 200 000 osób, a sprzedaż w ostatnim roku wzrosła ponad dwukrotnie. Zaletą są przede wszystkim niskie ceny ! Bez Internetu większość z tych wyrobów nie miałaby szans przebicia się na tradycyjnym rynku.

Mark Penn porównuje tez MySpace music i inne serwisy UGC do telewizyjnego „American Idol”. Różnica w wartości polega na tym, że twórcy programu TV (dla amatorów), w rzeczywistosci szukają przyszłych profesjonalistów. Podobne portale mają dużo skromniejsze cele: pozwolić amatorom zaprezentować ich twórczość i być słyszanym/widzianym przez ich rodziny i przyjaciół.

Rośnie również znaczenie publikowania na zamówienie (print/publish on demand). Od swojego powstania w 2002 roku Lulu.com wydała 236 000 książek w miękkiej oprawie. Firma Author Solutions w 2008roku wydała 13 000 tytułów. Autorzy jednego ze źródeł Marka Penna w NYT śmieją się, że niedługo, pytając znajomych na imprezie, kto miałby ochotę wydać książkę, uzyskamy odpowiedź, że każdy ma już kilka na swoim koncie. Koszty ich wydania (nie mówiąc o e-bookach) tak bardzo się zmniejszyły, że niemalże każdy obywatel, mający coś ciekawego do powiedzenia będzie mógł wydać sobie książkę. Niknie koszt agentów, pośredników, całej zawodowej machiny wydawniczej, włącznie z aparatem recenzji i promocji.

Podobną tendencję zauważa w reklamie. Jako przykład podaje wezwanie Al. Gore’a w kampanii w 2000 do tworzenia w jego imieniu materiałów reklamowych. Żeby nie być gołosłownym rozsyłał również kamery video, zachęcając rzesze ambitnych amatorów do reklamowej pracy przy jego kampanii. Choć stanowiło to ułamek całości, to miało symboliczne znaczenie dla branży.

Jednym z opisywanych z tekście mikrotrendów jest również zjawisko DIYD (do-it-yourself doctor) – pacjentów przychodzących do lekarzy z gotową diagnozą i potrzebujących jedynie wypisania recepty. Liczba osób świadomych i potrafiących postawić właściwą diagnozę rośnie wskutek edukacji poprzez Internet. Aż tak pozytywny w tym aspekcie bym nie był…,ale mikrotrend warto odnotować :))

W opinii autora tekstu „amafessionalism” (amafesjonalizm) nie jest już małym ruchem społecznym. Stał się wyzwaniem dla tradycyjnych modeli biznesowych. Z drugiej strony ruch stanowi też bardzo ważną grupę świadomych konsumentów, którym oferować można potrzebne im narzędzia, służące realizacji pasji i zarobkowaniu.

Amerykanie posiadają doświadczenia ze wzrostem znaczenia klasy profesjonalistów, znajdujących się w centrum uwagi. Jednak zawodowe aspiracje Amerykanów w ostatnich latach zmieniły się. Amafesjonaliści mogą stanowić koło zamachowe dużo większego wzrostu, opartego na prawdziwych pasjach i energii, napędzającej życie milionów ludzi.

2 komentarze:

  1. Konradzie, jak zwykle opisujesz ciekawe zjawisko. Nie postrzegałam tego nidy w ten sposób, że o nazwie już nie wspomnę. Natomiast kolejny raz brakuje mi Twojego szerszego kmentarza. Wpis jest neutralny, a chciałabym poznać Twoje zdanie, opinię, czy postrzegasz to pozytywnie czy negatywnie. Jako wierny czytelnik wchodzę do Ciebie z dwóch powodów - żeby proczytać co ciekawego dziś przytaczasz (i tu czuję się zaspokojona) i żeby poznać Twoją opinię. Mam nadzieję, że przychylnie odniesiesz się do mojej prośby. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za życzliwą uwagę. Całkowicie Cię rozumiem. Jest jednak tak, że nie wszystkie zjawiska dadzą się ocenić w kategoriach jasnej opinii własnej, że coś jest dobre albo złe. Większość zjawisk w zakresie nowych mediów, to zjawiska-narzędzia, które mogą być wykorzystane w różnych celach. Z tego wynika czasami brak oceniania. Dla mnei osobiście są ciekawe i pozwalam sobie o nich pisać. Ale postaram się zmodyfikować nieco to podejście i bardziej oceniać !:))Dzięki raz jeszcze.

    OdpowiedzUsuń