poniedziałek, 23 lutego 2009

Zlikwidujmy autoryzację

Autoryzacja. Zmora wszystkich dziennikarzy i jeden z polskich ewenementów. Uważam, że celem powinno być jej zniesienie. Swoją drogą jak cała ustawa Prawo prasowe z bardzo ciekawego, 1982 roku :)) Autoryzacja rozleniwia i jest wygodnym narzędziem PR-owców leniwców. Nieważne jak pójdzie rozmowa, poprawimy przy autoryzacji - przyzwyczailiśmy się często mówić. Jej brak spowodowałby, że musielibyśmy być lepiej przygotowani - my i nasi szefowie, menedżerowie, politycy. Czy jest dobry czas na jej likwidację? Jeszcze nie. Dlaczego? Bo dwie strony nie są na to przygotowane. Świat po drugiej stronie mediów - bo musi jeszcze nauczyć się brać odpowiedzialność za swoje słowa, czyny i żyć w przekonaniu, że liczy się jakość, a więc przygotowanie się do wystąpienia publicznego jest mocno pożądane. Świat mediów nauczyć się musi odpowiedzialnego cytowania słów rzeczywiście wypowiedzianych, a nie czekania u rozmówcy na zdanie pasujące do napisanego już akapitu, całkowite wyjmowanie go z kontekstu i cytowanie nie wprost, ale według metody „mniej więcej, jak mi się wydaje”. Swoją drogą, będąc rzecznikiem rządu, często zdarzało mi się czytać swoje cytaty, które brzmiały zupełnie inaczej niż ja sam. Tylko dlatego, że nie były autoryzowane. Tak więc jeszcze trochę pracy przed nami. Docelowo nie widzę innego rozwiązania, jak tylko jej zniesienie. Autoryzacja, której nie ma przecież podczas konferencji prasowych, nie ma jej w radiu i w telewizji, jest jakimś nienaturalnym bytem deformującym pracę dwóch stron.

2 komentarze:

  1. Całkowicie się zgadzam. Autoryzacja jest dziwnym tworem, że amerykańscy wielbiciele mediów przy dyskusji na ten temat zawsze mnie pytają: "autho-what?".

    Uważam, że odpowiedzialność za słowo powinna ponosić każda ze stron. Osoba, z którą się przeprowadza wywiad, jak i dziennikarz, który tę wypowiedź później cytuje. Oczywiście, zawsze może znaleźć się ktoś nieuczciwy, kto wplecie w wywiad słowa, które nie padły. Ale przecież od czego są dyktafony, których może użyć każda ze stron. Tak właśnie się pracuje w USA - dyktafon nie musi być urządzeniem, z którego korzysta wyłącznie dziennikarz. A jeśli jest się osobą publiczną, należy umieć brać odpowiedzialność za wypowiedziane słowa.

    OdpowiedzUsuń